XXV. Gra

Ach, Twoja jest zbyt ckliwa. Moja ma pomysł na ten wątek z Chińskim generałem. Twoja posłucha!

Moja zamienia się w słuch.

Chińczycy chcieli się porozumieć z heptapodami nie przy pomocy języka, ale przy pomocy szachów. Ludzkie języki są tak naprawdę bardzo mało logiczne, choć oni tego nie widzą na co dzień. Przy pomocy ludzkich języków nie da się na przykład programować komputerów. Szachy są natomiast bardzo logiczne. W szkołach wprowadza się lekcje szachów by dzieci uczuć logicznego myślenia. Pomysł więc by porozumieć się z obcymi za ich pomocą byłby dobry, gdy nie jeden fakt.

Otóż szachy to gra o sumie zerowej. W przypadku wygranej jednego zawodnika drugi przegrywa. W przypadku remisu nikt nie wygrywa i nikt nie przegrywa. Zawsze na końcu jest wynik: zero. Gra o sumie zerowej to kwintesencja ludzkiej logiki. Większość ich gier na tym polega, by wygrać kosztem czyjejś przegranej. Będzie widać lepiej w opowiadaniu niż w filmie to, że heptapody kierowały się zupełnie inną logiką. Logiką gry o sumie nie zerowej. Ludziom trudno jest zrozumieć istotę gry o sumie nie zerowej, bo polega na współdziałaniu zawodników, by wspólnie osiągnęli jakiś cel, którym nie jest czyjaś przegrana.

W ich przypadku to kojarzy się raczej z twórczością artystyczną, gdy wielu muzyków gra jednocześnie po to, by mieć frajdę i zagrać dobrą muzykę. Nie ma tu rywalizacji. Przeciwnie, jest wzajemna inspiracja. Ale w tej historii nie chodzi o sztukę. Chodzi o to, by uratować ludzkość, pobudzić ją do rozwoju po to, by w przyszłości ludzkość pomogła heptapodom uratować ich cywilizację.

szachy

Zatem gdy Chińczycy nie potrafili się dogadać z heptapodami przy pomocy szachów myśleli, że obcy nie są ich sprzymierzeńcami, a przeciwnikami. Zareagowali bojowo i chcieli zniszczyć statki obcych. To zupełnie logiczne, jeśli przyjmiemy ich punkt widzenia. Można też powiedzieć, że to był typowo męski punkt widzenia, bo mężczyźni są naturalnie zaprogramowani do walki.

Lousie była jednak kobietą. Kobiety mają zakodowane myślenie pomocne im przy macierzyństwie. Macierzyństwo – albo mówiąc ogólniej: rodzina – jest też grą o sumie nie zerowej. Matka i dziecko dążą do wspólnego celu jakim jest urodzenie i wychowanie zdrowego, samodzielnego człowieka. Dlatego Lousie w przeciwieństwie do Chińczyków dogadała się z obcymi. Nieświadoma tego zastosowała tę samą logikę co heptapody, a inną logikę niż Chińczycy, rząd, wojskowi i inni.

Dlatego tak ważny jest w tym filmie i opowiadaniu wątek matki i dziecka. On pokazuje to, że aby zmienić świat, by go uzdrowić, trzeba zacząć myśleć jak matka. Niestety ludzka kultura współczesna jest patriarchalna. Co gorsza patrzą oni na matriarchat przez pryzmat patriarchatu. Myślą, że to są rządy kobiet, a to duży błąd. To wcale na tym nie polega. To jest zupełnie inny sposób myślenia i współdziałania jednostek. Patriarchat jest struktura pionową, a matriarchat strukturą poziomą.

W filmie ten kobiecy pierwiastek będzie pokazany wiele razy: Lousie jest jedyną kobietą w tym spektaklu, jest symbolem kobiecości, dawania życia i poznawania go, kształt statków kosmicznych przypomina z jednej strony wargę sromową, a z drugiej wypukły kobiecy brzuch. Rozwiązanie problemu Lousie znajduje nie na płaszczyźnie politycznych rozmów, ale w mistycznej rozmowie o uczuciach. Chiński generał słysząc z jej ust ostanie słowa jego zmarłej żony odnajduje w sobie kobiecy pierwiastek i powraca go Jedności. Nie tylko zmienia zdanie, ale przechodzi wewnętrzną przemianę tak, jakby to jego żona przemówiła do niego i odtąd w nim samym żyła.

DALEJ

XXIV. Przesłanie

Chwilkę, Moja ma wizję: W ostatniej scenie filmu Lousie zadaje pytanie swojemu partnerowi czy mężowi – ten fizyk Ian czy Gary – wszystko mojej już Twoja pomieszała. Ona już wie to, czego on jeszcze nie wie. Wie, że on jest jej przyszłym mężem, przyszłym ojcem dla jej niepoczętej jeszcze córki, która umrze zanim on odejdzie, ale ona z nią zostanie. Och! Po prostu pyta go jak chciałby żyć gdyby poznał swoje przyszłe życie, gdyby żył tak jakby żył drugi raz. I on odpowiada, że chciałby częściej wyrażać swoje uczucia.

I to ma być przesłanie? Niezbyt głębokie…

Już chciał dodać: „Czego można się spodziewać – to przecież tylko ten durny Jemery Renner”, ale ugryzł się w język. Przypomniał sobie bowiem o tym, że on sam zaangażował tego aktora do tej roli tylko dlatego, iż jego nazwisko jest palindromem czyli że można je czytać od początku lub od końca i zawsze brzmi tak samo. Symbolizuje ono nieskończoność.

Tak, ta myśl jest przesłaniem. Przesłaniem dla nich jako ludzi, którzy mają swoje życie, swoje rodziny, swoje dzieci. Jest też przesłaniem dla podzielonej ludzkości.

Gdyby przestali mówić o ich poglądach, o polityce, o wyznawanych religiach… uświadomiliby sobie jak bardzo są do siebie podobni, że kiedyś byli jednym ludem.

Każdy z nich boi się choroby i śmierci, każdy czuje się niepewny, wszyscy po omacku szukają miłości, wszyscy głęboko w swych duszach żywią pragnienie wyrażenia podziwu dla praźródła ich istnienia, bowiem przeczuwają to, że ich życie ma jakiś głębszy sens, którego sami nie potrafią odnaleźć. Że każdy z nich jest w głębi serca dzieckiem…

DALEJ

XXIII. Wieża

Ta wymiana zdań, pełna nieoczekiwanych nieporozumień, zupełnie jakby rozmawiali obcymi sobie językami, skłoniła Costello do zadania koledze pytania.

Czy to prawda, że ludzie mieli kiedyś wspólny język?

Tak, mówi o tym Biblia w Księdze Rodzaju: „Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa.” Zaczęli budować dla siebie znak, wieżę.

Martwy znak. Zapomnieli, że ich żywym znakiem jest Bóg?

Wieża Babel

Dokładnie. Znakiem jest miłość. Bóg, który jest miłością. A wtedy Bóg powiedział: „Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!”

A nie próbowali się jakoś dogadać? Stworzyć wspólny język?

Próbowali. Jeden z nich, Ludwik Zamenhof – znowu Polak – stworzył najbardziej rozpowszechniony język pomocniczy, ale wcale nie był to język uniwersalny.

Z drugiej zaś strony co około dwa tygodnie umiera kolejny z kilku tysięcy używanych na ich planecie języków, a będzie to się dziać coraz szybciej. Tracą nie tylko słowa, które można przetłumaczyć. Tracą przede wszystkim ich lingwazofię – mądrość zawartą w tych językach. Większość ich języków to języki temporalne, ale są i takie, które są pozbawione liniowego czasu. Jak pisał Beniamin Lee Whorf takim językiem jest język Indian Hopi, ale to język tylko mówiony, jeśli dobrze pamiętam.

Polubiłem tego Whorfa. A ci Hopi też swojacy.

DALEJ

XXII. Szczegóły

No to trzeba ustalić w końcu wszystkie szczegóły – powiedział Abbott gdy pieśń się skończyła.

Tak, ustalić szczegóły, wszystkie.

Nasze nazwą Abbott i Costello?

Tak, nazwą Nasze Klaskacz i Prychacz.

Mąż Lousie będzie miał na imię Ian?

Tak, fizyk będzie miał na imię Gary.

A statków będzie dwanaście?

Tak, będzie sto dwanaście.

I Nasze będą rozmawiać z ludźmi osobiście?

Tak, będą rozmawiać będąc na orbicie… przez zwierciadełka.

Przez zwierciadełka?

Tak, zwierciadełka. Takie ekrany-kamery jak w „1984” Orwella.

Kostek!

Tak, Abbuś!

Twoja mojej przeczy i jednocześnie potakuje.

Tak, potakuje i przeczy, jednocześnie.

To na czym w końcu stanęło?

Tak, na niczym nie stanęło.

Co?

Twoja robi po swojemu w filmie, a Moja – po swojemu w opowiadaniu.

Znów zapadła cisza, teraz nieco bardziej kłopotliwa.

DALEJ

kadr z filmu

XXI. Żydzi

Ach Klaskaczu, szkoda gadać, strzępić mackę po próżnicy… Nawet jeśli Nasze zaczną do nich mówić poprzez opowiadanie czy film to oni wszystko przeinaczą.

Pewnie tak. Powiedzą, że ten film jest o żydach. Oni ich o wszystko podejrzewają. Powiedzą, iż żydzi uważają, że są zbawienni dla ludzkości, która ich nie rozumie. Powiedzą, że dwanaście statków to dwanaście plemion Izraela. Że nasze siedem nóg to menora, żydowski symbol, świecznik. I jeszcze że naszym sposobem komunikacji z ludzkością jest kobieta. Producentami filmu są amerykańscy żydzi, powiedzą. I że nie warto iść do kina na film.

A kto to ci żydzi?

Naród wybrany przez Boga, z którego pochodził Jezus. Do II wojny światowej to polska ziemia była ich domem i to tu narodziła się charyzmatyczna wiara żydowska – chasydyzm. Polski zresztą nie było wtedy na mapach świata. Polscy chrześcijanie i żydzi żyli w zgodzie obok siebie jeszcze za czasów młodości Papieża Polaka.

To czemu teraz chrześcijanie ich nie lubią?

Cóż, kto się lubi ten się czubi. Chrześcijaństwo jest wszczepione w żydowską gałąź. Odcinając się, samo traci siłę i obumiera. Tylko w Jedności może przynieść właściwy owoc.

A czy ktoś potrafi wznieść się ponad te podziały?

Pojedyncze osoby, które nie boją się szukać, dojrzewać przez całe swe życie. Ostatnio ktoś taki odszedł. Wielki poeta, muzyk i bard, Leonard Cohen. Ów Żyd miał szalenie barwne życie. W młodości był hippisem. Alkohol, narkotyki, wolna miłość – nic nie było mu obce. Amy Adams właśnie zagrała w filmie opowiadającym życie kochanki Leonarda. Ciekawe jak będzie wyglądała jako sławna, ale niezbyt ładna Janis Joplin. Ach, piękna historia jak Cohen i Joplin poznali się w windzie „Hotelu Chelsea”.

To takie ważne?

Nie ważne, ale wzruszające. „Hotel Chelsea” to tytuł piosenki, którą dla jej pamięci napisał po jej śmierci.

Cohen z wiekiem dojrzewał. Pozostał wierny wierze żydowskiej choć zakochał się w osobie Jezusa. Pod koniec życia na wiele lat zamknął się w klasztorze zen. Był twórczą, pełną wrażliwości postacią światowej sceny. Swoim odejściem z tego świata pokazał klasę swego człowieczeństwa. Z punktu widzenia chrześcijan pozostał niedoszłym chrześcijaninem, ale tak naprawdę to on, Żyd pokazał chrześcijanom na czym polega istota chrześcijaństwa. Sednem chrześcijaństwa nie są obrzędy czy publiczna deklaracja, ale miłość do Chrystusa, osobista relacja z Bogiem-człowiekiem taka jak w przypadku Cohena.

Polak?

Nie… – zaśmiał się Abbott – …prawie. Był uwielbiany w Polsce, bardziej niż w swojej ojczyźnie. Zresztą miał polskie korzenie jak obecnie bardzo wielu żydów na całym świecie.

Obaj zasłuchali się w Hallelujah i tkwili w niemym zachwycie.

DALEJ

XX. Rozmnożenie

Więc co jest istotą chrześcijaństwa? Czym przewyższa ono buddyzm?

Buddyzm to najlepszy pomysł Stwórcy na człowieka – to prawda. Pewnie lepiej by było ludziom wpierw uprawiać medytację zanim zechcą wejść w bliskość z Jezusem. Zrobić porządek ze swoim myśleniem. Chrześcijaństwo jednak to boży pomysł na… ludzkość, na ludzką wspólnotę. Bóg, w Duchu Świętym, poprzez ciało Chrystusa rozmnożył sam siebie w swym ludzie. Dzień Pięćdziesiątnicy jest więc kulminacyjnym momentem dziejów ludzkości. Początkiem rozmnożenia Jedności, choć jego zapowiedź znaleźć też można w Starym Testamencie.

Więc rozmnożenie chleba nie oznaczało tylko tego, że Bóg jest dobroczynny i chce wszystkich nakarmić?

Owszem, chce ich nakarmić, ale nie zwykłym chlebem, a sobą! On chce wypełnić ludzi swoją obecnością. To raczej On sam jest głodny kontaktu z ludźmi. Wręcz cierpi na syndrom pustego gniazda. Ale ludzie są tacy otępiali, że już nie czują duchowego głodu i utracili swą godność. Zadowalają się „strąkami, którymi żywią się świnie”. Spełniają tylko swój obowiązek nużącą religijnością. Niedzielna godzinna wycieczka do kościoła skąd wracają do swojego „prawdziwego” świata.

myśl heptapoda

Bóg, który karmi sobą ludzi!? – z niedowierzaniem pokręcił swoją siedmiooką głową.

Tak, trudno we wszechświecie o rzecz bardziej szokującą, a oni się do tego potrafili przyzwyczaić. Bóg, który wzrasta w nich niczym delikatna roślinka, którą można zmarnować, gdy się jej nie podlewa lub gdy brak jej światła. Bóg, tak bezbronny, wydał się na łaskę człowieka. Nie ma istoty bardziej wrażliwej, bardziej naturalnej od ich Boga.

A oni zamiast szukać Boga w naturze, we własnych ciałach… – nie dokończył, bo z rezygnacją opuścił swe ramiono-odnóża heptapod.

Przecież mają cuda eucharystyczne i dalej nic do nich nie dociera.

DALEJ

XIX. Słowo

Dobrze, że Twoja przypomniała. Ted Chiang musi napisać o dwóch rodzajach mówienia. Pierwszy rodzaj służy do komunikacji z innymi osobami – akurat ten ludzie znają dobrze. Drugi sposób służy do proklamowania. Ten drugi sposób to mówienie z mocą.

Biblia dwa razy najmocniej wspomina o tym, jak wielką słowo ma moc. Raz, na początku dziejów stworzenia, gdy Bóg słowem stwarza świat oraz w ewangeliach, gdy Jezus słowem uzdrawia i dokonuje innych cudów. Posługiwanie się tym drugiem rodzajem mówienia jest charakterystyczne dla charyzmatyków. To nie są jakieś „afirmacje”, w które ich podświadomość ma ślepo uwierzyć. To sposób na przenoszenie gór. Proklamowanie to ogłaszanie rzeczywistości, której nie widać, a która już jest. To istota wiary.

A jednak najtęższe umysły ludzkie, światowe autorytety psychologiczne wybierają buddyzm, a nie chrześcijaństwo. Na przykład Ken Wilber, jeden z największych współczesnych mędrców dokonał wspaniałego podsumowania duchowej wiedzy całej ludzkości w małej książce pt. „Niepodzielone”. Wedle niego buddyzm jest najbliższy Jedności – z satysfakcją zaznaczył.

Tak, to wybitna książka. On ma rację we wszystkim, ale za wyjątkiem chrześcijaństwa. Zrównując chrześcijaństwo z innymi religiami jest w błędzie. Nie rozumie tego, że chrześcijaństwo wykracza ponad Jedność. To jest zgodne z tym, co sam pisze: każdy widzi poziomy tylko wyższe od tego, na jakim sam się znajduje. Poziomy głębsze zaś ignoruje.

DALEJ

kadr z filmu

XVIII. Jezus

Smutne jest to, że ludzie nie szukają Boga w Duchu i prawdzie, w szczerej rozmowie z Bogiem. Wolą grę pozorów, rutynę, stawianie pomników Jezusowi. Czy Twoja postawiła by pomnik swojemu dziecku, żonie czy swoim rodzicom? Czy raczej cieszyła się ich obecnością…

Jezus nauczał ich bardzo podstawowych prawd prostymi słowami, a jednocześnie był największym kosmicznym przybyszem. Mówił im, że oni też nie są z tego świata? Już samym swoim przybyciem i chęcią rozmowy przemienił świat. Musiał umrzeć i musiał zza grobu dokończyć swoją misję. Och, niech Twoja się zgodzi: w filmie Twoja umrze, a Moja dokończy misję. Będzie przepięknie, jak w Biblii!

Jeśli ludzkość Nasze doceni – Costello nie miał złudzeń – to dopiero wtedy, gdy odlecą. Docenią – jak zaczną pisać i myśleć w języku uniwersalnym.

Nie inaczej i oni doceniają Jezusa dopiero wtedy, gdy przyjmują chrzest w Duchu Świętym, gdy otrzymują nowe życie zanurzone w bożej obecności. Wcale nie muszą czekać na Jego ponowne przybycie, bo On tu jest cały czas. Zmienił tylko swoje „nieco” zniszczone ciało na nowe, ich, ludzkie.

Genialny ten Jezus. Największy artysta we wszechświecie. Chleb i wino, ciało i krew. Szlachetna prostota i naturalność.

myśl heptapoda

Cóż za paradoks… Bóg jest jak dziecko… jest dzieckiem. Ludzie nie potrafią Go zrozumieć, bo On jest tak prosty, tak prostolinijny jak dziecko. Małe dziecko. – Abbott zanurzył się we wspomnieniach. – Moja pamięta jak upuszczenie łyżeczki wzbudzało salwy śmiechu mojego synka, gdy był malutki. Najprostszy z gagów. Nic wymyślnego. Powtarzany w kółko. Tak miły uchu był ten śmiech. I właśnie tak jest z Bogiem. Najprostszy gest miłości – powiedzenie komuś o tym, że się go kocha – to go zadowala. Ale pod pozorem tej banalności kryje się nieziemska głębia czy też najwyższy sens. Tak, tylko pozornie chrześcijaństwo wydaje się naiwnie proste. Ludzie nie mają pojęcia jakie w nim mają bogactwo, jak pełne jest tajemnic. Choćby moc słowa.

DALEJ

XVII. Tożsamość

Skoro Jedność jest celem religii Wschodu i Zachodu, czemu nie dążą wspólnie to tego celu?

Jak zwykle, jak to ludzie, widzą to, co ich dzieli, a nie to, co łączy. Dzielą ich języki, światopoglądy, sposoby życia, tradycje i religie… Nie czują tożsamości Jedności. Utożsamiają się tylko z jakąś częścią całości.

Ziemia podzielona

Tak, tożsamość to osobny temat. W kulturze świeckiej, którą najmocniej reprezentuje świat Zachodni, ale przecież jest ona obecna wszędzie, człowiek od dziecka jest skłaniany do utożsamiania się z ego. Otoczenie podpowiada to, że życie polega na rozwijaniu i zaspokajaniu egoizmu. W kulturze mistycznej jest przeciwnie. Weźmy za wzór na przykład świętego Charbela Makhloufa. Ten libański mistyk żyjący w XIX wieku tak wspaniale połączył duchowość Wschodu i Zachodu, że nawet muzułmanie uważali go za świętego i zwracali się do niego o błogosławieństwo. Był katolikiem – maronici są jedyną wspólnotą wschodnią, która nigdy nie odłączyła się od Rzymu – a gdy czytamy o jego życiu wydaje się, że są to historie o mistrzach zen.

O, Moja o nim chce poczytać – Prychacz ożywił się.

Był zupełnie wyzbyty ego, niesamowicie uważny, pełen współczucia, pełen zaufania do Stwórcy. Był tak niesamowitym ideałem pokornej świętości, że świat docenił go dopiero po jego śmierci. Gdy złożono go do ziemi jego dusza świeciła niczym latarnia morska, a przecież cudów za jego sprawą nie można zliczyć.

Jakież dziwy drzemią w ludziach… Jakim darem są oni dla wszechświata…

Wszyscy są częścią Jedności, więc wszyscy są też darem dla siebie. Oni dla Naszych. Nasze dla nich. Jezus dla ludzi. Oni dla Boga. Są Jego synami i córkami, bo Bóg w każdym człowieku widzi swojego syna, Jezusa. Bóg rozpacza gdy odchodzą nie wracając do Niego. A jeśli wracają, cieszy się jak małe dziecko. Nie pamięta im okropności, które robili. Mówi im o tym na rozmowie w budce telefonicznej.

Sformułowanie „budka telefoniczna” oznaczające „konfesjonał” celowo nie zostało tak przetłumaczone. Ma ono specjalne znaczenie, które można poznać w tekście o którym będzie mowa później. Przed jego przeczytaniem konieczne jest obejrzenie filmu „Telefon” („Phone Booth”).

DALEJ

XVI. Mistyk

Czy zatem nie warto się starać coś zmienić? Na przykład czy nie warto się modlić lub pracować nad samorozwojem?

Jeśli chodzi o nasze ego to może nie warto albo mówiąc inaczej: warto o tyle o ile ego zasłania nam obraz świata i naszego życia. Ego samo z siebie ma starać się z siebie zrezygnować, o ile ten paradoks da się wyrazić. Ego ma zapomnieć o sobie, choć samo tego nie potrafi. Jednakże potrzeba współpracy z Bogiem jest potrzebą naszej duszy. Jeśli ją odczuwamy to mamy za nią podążać. Dla mistyka jego myśli są myślami Boga, jego słowa są słowami Boga, jego czyny są czynami Boga. Mistyk nie odczuwa egotycznej przyjemności dodania czegoś do dzieła bożego, a jedynie przyjemność nie opierania się woli Boga, która naturalnie dąży do Jedności.

Czy Jezus modlił się o pokój na świecie? – w rewanżu pytał sam siebie Abbott. – O dobrobyt dla wszystkich? O brak chorób? Nie wydaje mi się – nie czekając na kamrata sam sobie odpowiedział. – Najważniejszą modlitwą Jezusa była modlitwa o Jedność, zwana modlitwą arcykałpańską. Jan 17 nie jest jednak modlitwą o Jedność Kościoła, jaką ludzie czasem słyszą w ich kościołach. To modlitwa o Jedność mistyczną, o wiele szerszą niż ich religijny egoizm. Cała ludzka droga przez życie jest podróżą od Jedności poprzez dualność do powtórnej Jedności. Czyż matka ze swym poczętym dzieckiem, ukrytym pod jej sercem, nie stanowi jednego ciała? Czyż człowiek pierwotny nie żył w świecie przenikającym się wzajemnie przez dusze ludzi, zwierząt, żywiołów oraz bóstw? Piekło dualności to wynalazek człowieka współczesnego oderwanego od natury i od drugiego człowieka. Oderwanego nawet od jego własnej prawej półkuli mózgowej, służącej do prowadzenia duchowego życia – jakkolwiek je nazywa: podświadomością, Bogiem, duchem… Jezus, sam stając się drogą, wyznacza cel tej podróży dla pojedynczej osoby, ale i dla całej ludzkiej wspólnoty. Jedność już nie tą pierwotną, zwierzęcą, nieświadomą, ale Jedność boską, doskonałą, świadomą, bo w rzeczy samej Jezus jest światłością tego świata, jest promieniem świadomości przenikającym wszystko.

DALEJ

kadr z filmu