Ta wymiana zdań, pełna nieoczekiwanych nieporozumień, zupełnie jakby rozmawiali obcymi sobie językami, skłoniła Costello do zadania koledze pytania.
Czy to prawda, że ludzie mieli kiedyś wspólny język?
Tak, mówi o tym Biblia w Księdze Rodzaju: „Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa.” Zaczęli budować dla siebie znak, wieżę.
Martwy znak. Zapomnieli, że ich żywym znakiem jest Bóg?
Dokładnie. Znakiem jest miłość. Bóg, który jest miłością. A wtedy Bóg powiedział: „Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!”
A nie próbowali się jakoś dogadać? Stworzyć wspólny język?
Próbowali. Jeden z nich, Ludwik Zamenhof – znowu Polak – stworzył najbardziej rozpowszechniony język pomocniczy, ale wcale nie był to język uniwersalny.
Z drugiej zaś strony co około dwa tygodnie umiera kolejny z kilku tysięcy używanych na ich planecie języków, a będzie to się dziać coraz szybciej. Tracą nie tylko słowa, które można przetłumaczyć. Tracą przede wszystkim ich lingwazofię – mądrość zawartą w tych językach. Większość ich języków to języki temporalne, ale są i takie, które są pozbawione liniowego czasu. Jak pisał Beniamin Lee Whorf takim językiem jest język Indian Hopi, ale to język tylko mówiony, jeśli dobrze pamiętam.
Polubiłem tego Whorfa. A ci Hopi też swojacy.
DALEJ