Chwilkę, Moja ma wizję: W ostatniej scenie filmu Lousie zadaje pytanie swojemu partnerowi czy mężowi – ten fizyk Ian czy Gary – wszystko mojej już Twoja pomieszała. Ona już wie to, czego on jeszcze nie wie. Wie, że on jest jej przyszłym mężem, przyszłym ojcem dla jej niepoczętej jeszcze córki, która umrze zanim on odejdzie, ale ona z nią zostanie. Och! Po prostu pyta go jak chciałby żyć gdyby poznał swoje przyszłe życie, gdyby żył tak jakby żył drugi raz. I on odpowiada, że chciałby częściej wyrażać swoje uczucia.
I to ma być przesłanie? Niezbyt głębokie…
Już chciał dodać: „Czego można się spodziewać – to przecież tylko ten durny Jemery Renner”, ale ugryzł się w język. Przypomniał sobie bowiem o tym, że on sam zaangażował tego aktora do tej roli tylko dlatego, iż jego nazwisko jest palindromem czyli że można je czytać od początku lub od końca i zawsze brzmi tak samo. Symbolizuje ono nieskończoność.
Tak, ta myśl jest przesłaniem. Przesłaniem dla nich jako ludzi, którzy mają swoje życie, swoje rodziny, swoje dzieci. Jest też przesłaniem dla podzielonej ludzkości.
Gdyby przestali mówić o ich poglądach, o polityce, o wyznawanych religiach… uświadomiliby sobie jak bardzo są do siebie podobni, że kiedyś byli jednym ludem.
Każdy z nich boi się choroby i śmierci, każdy czuje się niepewny, wszyscy po omacku szukają miłości, wszyscy głęboko w swych duszach żywią pragnienie wyrażenia podziwu dla praźródła ich istnienia, bowiem przeczuwają to, że ich życie ma jakiś głębszy sens, którego sami nie potrafią odnaleźć. Że każdy z nich jest w głębi serca dzieckiem…
DALEJ