Znaczki

Bohater innego filmu, „Niebo istnieje naprawdę” widział Jezusa. To mały chłopczyk. Widział, że Jezus ma „znaczki” na dłoniach. Jego ojciec początkowo nie rozumiał o co mu chodzi, jakie czerwone znaczki? W końcu domyśla się, iż chodzi o rany. Dziecięce „znaczki” to inaczej mówiąc „znaki”, a „znaki” to pismo. Ciało Jezusa zostało zmasakrowane, lecz po jego zmartwychwstaniu zostały tylko „znaczki”, wyryte na jego dłoniach pismo. Co jest tam zapisane? „Oto wyryłem cię na obu dłoniach” ktoś dziś zacytował Izajasza mówiąc o tym, że imię każdego z nas jest wyryte na dłoniach Jezusa obok jego ran. Ale przecież Izajasz nie mówi o imieniu. „Wyryłem cię” – tu chodzi o naszą tożsamość, o to, z czym się utożsamiamy, czym jesteśmy. Nie o imię, symbol. Zatem to my jesteśmy raną Chrystusa. Jesteśmy Jego cierpieniem. Jesteśmy grzechem, ale inaczej to, co nasze to właśnie grzech. Reszta jest świętością, jest boża. Jaka jest zatem puenta? W ranach Chrystusa odczytujemy swoją tożsamość. Ale pamiętać należy nade wszystko dlaczego Jezus wyrył nas na swych dłoniach? Nie zrobił tego, by oskarżyć nas o grzech. Zrobił to z miłości. Zatem to, co było grzechem stało się miłością. Odkupienie. Jezus zapłacił za tę przemianę… wody w wino, grzechu w miłość.

Od końca do początku

Dedykacja: W jego trzynaste urodziny naszemu Mistrzowi. (Niestety przez to wszystko tata nie miał głowy, by mu sprawić lepszy prezent.) Przeprosiny dla Rennera: Jeśli Jeremy Renner jest „głupi jak but”, to autor tych słów jest głupi jak cały sklep z butami. W tekście oczywiście nie chodziło o to, by aktora personalnie obrazić, ale tylko by… zbudować napięcie sceniczne. Podziękowania: dla słodkiego przyjaciela heptapodów za rysunki ich przedstawiające, za kolorowanki. Wydaje się, zatem, że już wszystko jest po staremu, że wszystko wróciło do „normy”. Jakiś człowiek, nazywający się „Mariusz Kwiatkowski” za tym wszystkim stoi. On wymyślił tę stronę, on opisał tę historię. Ale skąd on ma takie wiadomości? Skąd te wszystkie dziwne zbiegi okoliczności? Jeden człowiek nie mógł tego wymyślić i przeprowadzić. Może dwóch? Ci dwaj pisarze: Ted Chaing i Mariusz Kwiatkowski? Dociekliwy poszukiwacz znajdzie łatwo informacje, że Ted Chiang urodził się 20 października 1967 roku, a Mariusz Kwiatkowski tydzień później, 27 paździenika 1967 roku. Co więcej ich poczęcie wypadło w okresie przełomowym – narodzin ruchu hippisowskiego i Odnowy w Duchu Świętym. Czyż oni sami mogli to zaplanować skoro ich samych jeszcze nie było na tym świecie? A co jeśli oni są tylko „słupami”, tylko osobami podstawionymi za którymi ukrywają się prawdziwe heptapody? A może oni sami są heptapodami w ludzkiej skórze? A jeśli nie kosmici to może jest to jakiś spisek masoński? To nazwisko-palindrom Jeremy Rennera? Żydzi czy masoni? Nie, przecież to musi być tylko sprawna reklama filmu. Za wszystkim stoją przecież olbrzymie pieniądze. Każde wytłumaczenie jest lepsze od tego najbardziej oczywistego, a w które najtrudniej uwierzyć. To wcale nie koniec tej niesamowitej historii. To dopiero początek. Umówmy się więc, że jestem jednym z heptapodów. Mam na imię Filip1z7. Cóż, nie ja sobie imię wybierałem. Życie sprawia wrażenie, że mamy wybór. Jak z restauracyjnego menu albo jak z menu na stronie internetowej możemy wybierać wśród różnych możliwości. Lecz tu nie ma menu. Nie ma wyboru tego rodzaju. Tak naprawdę wybór jest tylko jeden. Tu, jak i w życiu. Rezygnujesz albo idziesz dalej, w głąb siebie. Bo prawda nie jest zapisana na jakiejś stronie internetowej, ale w tobie, w twoim sercu. To, co tu jest zapisane, jedynie usiłuje ci pomóc schodzić w dół samego siebie. Nie wiem co ci może w tym pomóc, bo cię nie znam. Jeśli chcesz iść dalej powinieneś nawiązać ze mną kontakt. Powinieneś się odważyć na bliskie spotkanie III stopnia… z heptapodem, aniołem, człowiekiem? Czy to takie ważne jaką mam skórę? Ważne jest raczej to, że to ty sam masz zrobić krok, krok wiary. Ty sam masz pragnąć zejść niżej, pokonać tę najdłuższą drogę jaką ma do pokonania człowiek – z umysłu do serca. Być może chcesz zapytać skąd pochodzą nasze myśli, które przeczytałeś w komiksowych obrazkach? Być może chcesz zapytać o jakąś książkę o której jest tu mowa albo o jakąś poruszoną tu sprawę… Możesz powrócić do tekstu i wpisać komentarz. Nie lękaj się. Pytaj. Moja czeka! ciąg dalszy następuje

Znaki Mel Gibson

Skoro „Nowy początek” to historia o kosmitach i języku to zostańmy w tych tematach. W wielu wpisach na forum filmowym ludzie porównują ten film do innych filmów. Nikt jednak nie skojarzył tego filmu z obrazem pt. „Znaki”.

Tytułowe „znaki” to znaki zrobione w zbożu przez przybyszów z kosmosu. Tylko pozornie! Tak naprawdę reżyser gra z widzem w grę słowną. Chodzi o zupełnie inne znaki, jak przekonamy się w scenie kulminacyjnej. Obejrzyjmy ten film, ale inaczej. By nie dać się oszukać trzeba ten film obejrzeć od końca!

Zacznijmy więc od ostatniego ujęcia.

Najpierw widzimy sielski obrazek. Potem kawałki szyby przypominają o minionych dramatycznych przeżyciach. Podniosła muzyka cichnie. Najazd kamery na drzwi budzi zaniepokojenie. W normalnym horrorze zza drzwi wypadłby kosmita i tego się może spodziewamy. Tymczasem wychodzi ksiądz, pastor. Nic się tu nie dzieje, a jest to najważniejsza scena w filmie. Najważniejsza nie naszymi oczami, ale oczami Boga. Oto człowiek. Oto człowiek, który odzyskał wiarę. Oto boże fanfary dla niego. Cały film prowadził do tej sceny. Dla nas to oczywiście nic nadzwyczajnego. Setki duchownych codziennie tracą wiarę, a niektórzy ją odzyskują. Jakie to ma znaczenie? Dla nas… żadnego. No, chyba że ten film jest o nas, że ów pastor symbolizuje naszą wiarę.

W tej scenie bohater filmu wreszcie zrozumiał, to scena olśnienia. „Czy ktoś mnie uratował?” – pyta chłopiec. „Tak, ktoś cię uratował” – odpowiada ojciec. Podobnie jak „Nowy początek” ten film, „Znaki” nie jest o kosmitach, a o ludziach. Jest przesłaniem dla nas i o nas. Ktoś chce nas uratować. Powtórzę to jeszcze raz: Ktoś chce nas uratować. Uratować naszą duszę. By to uczynić daje nam… znaki. Jeśli je zignorujemy, zginiemy. Nie rozumiemy znaków. Są niejasne, a znaczenie ich wątpliwe. Zajęci sprawami codziennymi nie myślimy o nich, aż do momentu kulminacyjnego.

W tej scenie widzimy wreszcie obcego. Jest pełna grozy, ale to tylko pozór. Ta scena służy temu, by pokazać logikę całej opowieści. (Pominąłem tu dalszą część tej sceny.) Rozsypane kawałki zostają złożone. Różne informacje, zbiegi okoliczności. Ta scena to symbol. Symbolizuje ten moment naszego życia w którym dochodzimy do wniosku, że dalej już nie chcemy tak żyć jak przedtem. Poddajemy się. Stwierdzamy, że sami z własnym życiem sobie nie poradzimy. Ktoś, kto takiej chwili sam nie przeżył nie zrozumie tego. „Kryzys osobowości”, stan przed popełnieniem samobójstwa? Nie ważne jak to nazwiemy. To moment w którym nasza wiara w ludzką logikę, w racjonalność musi upaść. Zachowując ją umrzemy. Odrzucając, przetrwamy.

Na koniec retrospekcja.

„Musisz się zastanowić kim jesteś.” To szalenie ważne zdanie. Tu nie chodzi o nasze przekonania. O to, co myślimy i mamy do powiedzenia. Nie chodzi o wiarę w duchy, które mają nam coś do przekazania. Nie chodzi o życie pozagrobowe… Tu chodzi o twoją tożsamość. O coś co jest fundamentem twojego istnienia. „Kim jestem?” – to najważniejsze pytanie. Czy jestem tylko intelektem, który stwierdza, że jest? „Myślę, więc jestem” – jakie to żałosne. Czy na tym polega człowieczeństwo? Na stwierdzeniu logicznego faktu. Większość ludzi żyje w najgorszym zniewoleniu – zniewoleniu umysłem. Wyznaje najgorszą z religii – wiarę we własny umysł, choć pozornie deklarują oni wiarę w Jezusa. Człowieczeństwo to często doprowadzenie życia do absurdu jak w Mechanicznej pomarańczy – życie które jest piekłem już teraz. Piekłem w którym szatan jest już niepotrzebny, bo umysł odcinając się od obecności Boga sam jest dla siebie katem i ofiarą. To ograniczenie egzystencji ludzkiej tylko do lewej półkuli mózgowej. Odcięcie się od prawej półkuli – tej artystycznej, intuicyjnej, służącej do kontaktu z Bogiem. Nie mówię już o odcięciu się od uczuć, od ciała w znaczeniu jakie nadaje temu bioenergetyka Aleksandra Lowena. Umysł jest tylko narzędziem, nie człowieczeństwem. Narzędziem, które tak sprawnie podszyło się pod człowieczeństwo, że sam człowiek uwierzył w to, że jest sobie Panem i sędzią swego życia.

Na forum filmowym dyskutowałem z lingwistą, który jest ślepy na to, co dla każdego lingwisty jest najważniejsze. Nie widzi on znaków. Bóg, tak jak my między sobą, komunikuje się z nami za pomocą znaków. Duchowość jest konsekwencją tych znaków. Oczywiście ludzka religijność jest często żałosna, kiczowata, nieautentyczna, ale to już wina nas, ludzi. Nie na religijność trzeba patrzeć (choć warto w niej uczestniczyć), ale szukać znaków w ich oryginalnej formie. Jest ich bardzo dużo, a najważniejszym jest Biblia, a w niej przykazanie miłości. Ten lingwista tymczasem jedyne co potrafił to walić swoim umysłem jak młotkiem na oślep: „Ja mam rację, a resztę niech diabli porwą.”

Ślepy na znaki lingwista… Fascynujące doświadczenie, ale czy my sami nie jesteśmy ślepymi lingwistami? Czy Bóg nie stworzył nas i nie zainwestował w nasze wykształcenie czasu i wysiłku po to, byśmy nauczyli się czytać jego znaki? Choćby dziś, 8 grudnia 2016 roku. Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – byłem dziś w południe na modlitwie za świat. A 25 lat temu… rozpadł się Związek Radziecki. Niedługo stulecie objawień w Fatimie. Bóg komunikuje się z nami nieustanie. Ma swoje pismo. Znakami nie są tylko litery. Językiem nie są tylko słowa. Choćby znaki drogowe – to też język. Mrugnięcie okiem to też znak choć nie da się go zapisać. Znakiem jest wszystko co zawiera w sobie treść. My jednak myślimy wybiórczo. Dostrzegamy tylko to, co chcemy dostrzec. W tym problem. Nie widzimy tego, czego się nie spodziewamy zobaczyć. Stoimy zbyt blisko tego obrazu, którym jest świat i dlatego zamiast zobaczyć jego piękno i sens, widzimy tylko chaotyczne pociągnięcia pędzla. A tymczasem świat jest utkany ze znaków, jest doskonały. To tylko my jesteśmy ślepi na to, co dla naszego życia jest najważniejsze.

Dalej

Znaki (koniec)

Historia Nowego początku się skończyła, ale czy to co ona zaczęła ma się skończyć? A może ona jest tylko początkiem czegoś dużo większego? Właśnie w tej nowej formie, nowej formule. Nie jest to blog, bo w blogu preferowany jest ostatni wpis. Blog zachęca do tego, by biec w życiu do przodu, z tyłu zostawiając to, co byłe, jako nieistotne. Nie. To ma być duchowy dziennik. Zeszyt, choć pisany na mechanizmie bloga. Dalej ma mieć tę liniową logikę, więź – od wpisu do wpisu. Ma prowadzić czytelnika do nowych rzeczy, nowych przemyśleń, a może do nowych „objawień”. Bo to nie ja wymyślam treść. Wymyśla ją Bóg – mówiąc językiem chrześcijaństwa – ona sama się wymyśla – mówiąc językiem zen. I mam pewne przeczucie tego, co jest… …”za rogiem”

Grupa wsparcia

dla ofiar spotkania z heptapodami

Nazwisko aktora grającego fizyka jest palindromem tak samo, jak imię dziewczynki, która jest tylko fikcyjną postacią. Słowa RENNER oraz HANNAH zamykając się w kole symbolizują nieskończoność, jedność. Czy nie jest to niesamowite, że w tej historii rzeczywistość i fantazja przenikają się? Jeśli wstrząsnął Tobą film „Nowy początek”, jeśli po spotkaniu heptapodów nie potrafisz już spać spokojnie, jeśli zżera cię ciekawość co lub kto za tym stoi …tu otrzymasz pomoc. Dowiesz się na przykład: dlaczego zrobiono ten film, co heptapody myślą o ludziach, jak mogą ludziom pomóc w dalszym rozwoju osobowym i cywilizacyjnym.

Nie lękaj się heptapodów! Skorzystaj z tego, że oni jako istoty na wyższym poziomie rozwoju inaczej widzą Ziemię i jej mieszkańców. Spojrzenie na samego siebie „ich oczami” może być dla ciebie terapią o pozytywnym skutku. Nie jesteś na peryferiach świata – jesteś w samym jego centrum.

Warto przeczytać opowiadanie Ted Chianga pt. „Historia twojego życia” wedle którego scenariusz filmu został napisany (a przynajmniej tak to wygląda z ludzkiej perspektywy). Potem możesz: przeczytać zamieszczoną na tej stronie Historię Nowego początku, podzielić się osobistym świadectwem spotkania z heptapodami z innymi ludźmi i w końcu… samemu zadać pytania heptapodom i otrzymać odpowiedź. Lecz to nie będzie koniec. To będzie tylko nowy początek. Uwaga: Jeśli klikniesz poniższy link przeżyjesz nową przygodę, tym razem z heptapodami w roli głównej. Z pewnością wielu uzna to za głupi żart albo ukrytą reklamę. W chwili gdy pomyślą „rozumiem!”, odpadną. To dobrze. Ty miej cierpliwość i uwagę. Pamiętaj, że musisz powoli wchodzić w prawdę o świecie, by szok nie był zbyt duży. Im bardziej poznasz tę historię tym większe będzie twoje zadziwienie. Ta historia podkopuje fundamenty twojego racjonalnego myślenia. To bliskie spotkanie III stopnia z heptapodami zmieni twoje życie! Robisz to na własną odpowiedzialność.

TAK, CHCĘ ZMIENIĆ MOJE ŻYCIE I WIDZENIE ŚWIATA

/

XXX. Milczenie

Zamilkli i zaczęli oglądać film z Flipem i Flapem pt. „Towed in the Hole” nakręcony w drugiej ziabce czyli w 1933 roku. Castello – czyli nasz Flap – zapewne by przetłumaczył ten tytuł wysnuwając jakąś wschodnią mądrość, coś o holowaniu świata czy chrześcijaństwa przez buddyjską dziurę, Pustkę, Siunjatę… Milczał jednak, bo pewnie na te słowa Abbott – Flip – zrobiłby na swoim czole wcale nie buddyjskie kółko pokazując mu, że już do reszty zgłupiał od wygłaszania tych swoich buddyjskich rewelacji. Słowem, dalej słychać już było tylko ich niepohamowany, beztroski śmiech.  
STARY KOD FILMU
Proszę zaczekać na wgranie filmu
NOWY KOD FILMU
27 listopada 2016 Bracia: Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Iz 2, 1-5 Rz 13, 11-14 Mt 24, 37-44 data

Od końca do początku

/

XXIX. Koło

Ach, teraz to już za bardzo Twoja filozofuje. Ale to o seksie było ładne. Od tego Ted zacznie pisać opowiadanie i na tym oczywiście skończy. Koło życia się zamknie. Lousie i Gary spłodzą Hannah. Przez ten olśniewający moment już nie będą osobno. W czwórkę – Lousie i jej mąż, Bóg i Hannah – staną się Jednością.

Cudnie. To Moja zrobi premierę filmu 11.11! Cztery jedynki by pokazać tę czwór-Jedność. Tego dnia będzie święto niepodległości Polski.

Dobry czas! Wtedy będzie najlepsza łączność – trzy dni przed superpełnią, perygeum księżyca. Od 70 lat nie było tak bliskiego zbliżenia księżyca do ziemi. Ale kulminacja ma być 27 listopada, bo wtedy jest największe apogeum.

W ten dzień, w rocznicę swego chrztu ogniem Ducha, napisze o tym jeszcze jeden Polak. Tytuł będzie połączeniem „Historii twojego życia” i „Nowego początku”. Dla Kościoła to będzie pierwszy dzień nowego roku liturgicznego po Jubileuszowym Roku Miłosierdzia bożego. Tak, w pierwszą niedzielę adwentu, na pierwszą z czterech świec, „czterech jedynek”, kiedy cały świat woła o przybycie Pana. To będzie w nowy początek czyli osiem dni po tym jak w Polska zawierzyła siebie i cały świat Jezusowi w Krakowie u Faustyny. W tym nowym czasie Kościół Polski będzie głosił o Duchu świętym. Tyle znaków – jedna iskra. Przygotowanie na Jego przyjście. A On przybędzie jak „złodziej”…

Nic z tego Moja nie rozumie. Jakieś bajki Twoja opowiada. A kto to ten… jeszcze jeden Polak?

A, taki jeden zafascynowany Dersu Uzałą. Dersu był głosem natury. Mówił „Moja”, „Twoja” jak Nasze. Odczuwał wewnętrzny dystans pomiędzy niewypowiadanym „ja” a wypowiadaną „Moja”.

Ach, jego! To akurat Moja rozumie – uśmiechnął się tajemniczo Costello.

Już pora…

Tak, pora.

Ludzie będą myśleli, że to była tylko rozmowa dwóch kosmitów.

A to była proklamacja, ogłaszanie rzeczywistości.

Ludzie rozumują linearnie.

Tak. Myślą, że początek i koniec są po przeciwnych stronach.

Będą więc myśleli, że to koniec.

Koniec? Jaki koniec? To nowy początek.

DALEJ

XXVIII. Owoc

I co na to chrześcijanie?

Niestety, u nich jest najgorzej. Do seksu podchodzą pruderyjnie, a mają na jego punkcie obsesję. W ogóle cielesność to u nich tabu. Zupełnie źle pojmują biblijną historię o pierwszym małżeństwie. Adam i Ewa nie zakryli swojej nagości dlatego, że ciało jest grzeszne. Oni byli pierwszymi świadomymi ludźmi i przez uzyskaną wtedy tę samoświadomość zostali wewnętrznie podzieleni.

Więc zakrycie przez nich genitaliów to był symbol dualności w którą wszedł człowiek?

Nie tylko symbol, ale też coś zupełnie rzeczywistego. Dla żydów genitalia miały zupełnie inne znaczenie niż dziś dla chrześcijan. Ich związek z Bogiem wyrażał się poprzez relację do genitaliów. Długo by o tym mówić…

Więc Adam i Ewa…?

Historia Adama i Ewy to przepiękny teatr życia. Spektakl o nieuchronności ludzkiego rozwoju. Człowiek musiał spróbować owocu z drzewa życia – samego Boga. Musiał zostać zwiedziony przez węża. Musiał stworzyć dualność świata i sam siebie podzielić na dwie części. Musiał stworzyć niedoskonałość, której Bóg sam z siebie stworzyć nie potrafił. Musiał odejść z raju jakim była Jedność. To wszystko musiało się wydarzyć, ale teraz człowiek nie musi wcale pozostawać podzielony. Człowiek jest przeznaczony do Jedności. Bóg mówi do człowieka: będziesz cierpiał „póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty”. – Abbott zapytał gestem czy rozumie. – Bóg mówi: „póki nie wrócisz”, bo On nieustannie czeka!

Piękne, takie to naturalne…

Owocem z drzewa życia jest przecież Jezus, którego ciało spożywają. Jezus umarł na drewnianym, martwym krzyżu, na drzewie śmierci, by oni mieli krzyż żywy. Jest nim krzyż Ducha Świętego, boża obecność, drzewo życia, nie śmierci. Samo drzewo życia więc wrosło w ich ciała. Ciała, które oni sami ignorują.

DALEJ

XXVII. Seks

Nowy początek?

Tak! Nowy początek. Taki będzie tytuł filmu.

Nie przejdzie. Zbyt ambitny jak na Hollywood. Tytuł musi brzmieć bardziej… kosmicznie. Na przykład „Arrival” – Przybycie. Obcy, te sprawy…

Dobrze. „Arrival” też będzie symbolem. W dzień nowego początku będzie symbolem jego przybycia o czym powie im ewangelia: „nadeszła dla was godzina powstania ze snu”. A tytuł „Nowy początek” damy w Polsce. Tam ludzie są mniej spaczeni i pomiarkują o co w tym wszystkim chodzi. Słońce, Ziemia, O obrotach sfer człowieczych… W końcu mieli Kopernika.

A tak coś moją strzyknęło w serdeczną mackę, że jednak Kopernik był Polakiem.

Kopernik był Polakiem.

Ten tytuł przejdzie w Polsce? Oni tam angielskiego nie znają, czy co? A nawet jeśli, to i tak znów wszystko pomieszają.

Jak wtedy, gdy powiedzieli: „Kopernik była kobietą”.

Kopernik była… kobietą?

To taki żart wypowiedziany w polskim filmie z piątej ziabki [1983] pod tytułem „Seksmisja”.

To o to chodziło w tej ziabce? O seksmisję? To seks jest tym diabelskim wynalazkiem mającym zniszczyć ludzkość?

Oczywiście, że nie. Seks jest wspaniałym, bożym wynalazkiem. W akcie płciowym najpełniej realizuje się Jedność w ludzkim życiu. W końcu on jest symbolem bożej płodności, bożej chęci rozmnażania się samego Boga w swoim narodzie.

Rzecz w tym jednak, że seks to nie przekąska – cukierek, który odpakowuje się, szybko zjada, a papierek wyrzuca. Seks jest jak wino, potrzebuje czasu, dojrzałości. Trzeba by ludzie całe życie się kochali, zbliżali do siebie, poznawali. Sami poznawali swoje ciała i poznawali siebie nawzajem. Stąd Bóg wymyślił sakrament małżeństwa. To długa wędrówka, piękna przygoda, a oni się ciągle śpieszą. Chcą zaraz mieć to, co inni. Ciągle czują deficyt przez to oglądanie się na innych. To już bardziej telewizja jest diabelskim wynalazkiem, te wszystkie reklamy, mody, konsumpcyjny styl życia. To wszystko sączy w nich poczucie, że ich ego ma starać się o więcej i więcej, bez końca. Gdy spełnią jedne marzenia, reklamy już czekają, by zaszczepić im nowe. A najgorsza jest w tym pornografia. Ona wypacza piękno seksu. Seks z domeny wrażliwości przenosi w sferę ego.

DALEJ

XXVI. Słońce

A to dziecko, córka Louise, przecież nie może umrzeć bez słowa. To właśnie ona powinna przynieść rozwiązanie. Matka nazwie ją Hannah.

Ach, znów palindrom! Dobrze, to Hannah powie o tym, że ich istnienie na tej planecie to gra o sumie nie zerowej. Że Zachód i Wschód nie rywalizują ze sobą po to, by wygrać niszcząc przeciwnika. Jeśli na ich planecie zapanuje tylko jeden światopogląd, nie ważne wschodni czy zachodni, to będzie to dalej zero, tak jak to jest teraz gdy obie strony wzajemnie trzymają się w szachu. Ta gra, ich współistnienie na tej planecie, ma cel zupełnie inny. Jaki? Tak trudno im to zrozumieć? Odpowiedź jest najprostsza z wszystkich możliwych. Jest nią liczba jeden. Jedność. Jedność wszystkich mieszkańców jednej jedynej planety, krążącej od miliardów lat wokół jedynego słońca… jak to malarsko wyraził Maugham: „miedziaka”.

Do całkiem niedawna jeszcze ludzie byli przekonani o tym, że to Ziemia jest w centrum wszechświata, a Słońce krążąc wokół niej służy im swym ciepłem. Dziś wiedzą, że jest odwrotnie dzięki Mikołajowi Kopernikowi. Tylko mi nie mów, że on też był Polakiem! To Słońce jest w centrum, pomimo tego, że dalej sprawuje swoją posłuszną rolę. Jednak czy od kopernikańskiego odkrycia ich myślenie tak naprawdę się zmieniło?

Ach, człowieku! Zatrzymaj się w swoim biegu! Gdziekolwiek stoisz na tej planecie odwróć swoją twarz do Słońca. Jeśli możesz to uczynić odwróć twarz do Słońca. Jest jedno choć ma tysiące nazw. Jedno dla wszystkich. Daje życie wszystkim. To Ty obracasz się wokół niego. Ach, choć przez chwilę zdaj sobie sprawę z tego, że pomimo pozorów, to ty obracasz się wokół Słońca, a nie ono wokół Ciebie…

Hm? – Costello spojrzał na Abbotta a ten wydał mu się dwa razy wyższy niż było to na co dzień.

Abbott po chwili na zastanowienie dalej krzyczał do człowieka oddalonego od niego o lata świetlne zupełnie jakby ten mógł go usłyszeć.

A teraz zamknij oczy. Spójrz do wnętrza siebie. Tam też jest Słońce choć pewnie go nie potrafisz zobaczyć. Jest w Tobie Słońce tak, jak w każdym człowieku na tej planecie. Ono też daje Ci życie. Każdego dnia służy Ci w cichej pokorze czekając aż któregoś dnia zwrócisz ku niemu swój wzrok. I to Ty się obracasz wokół niego, a nie ono wokół Ciebie. Jest jedno. Jest Jednością ze wszystkim co żyje. To Słońce też ma wiele nazw pomimo tego, że jest tylko jedno. Ty zwykle nazywasz je Bogiem. Jakkolwiek je jednak nazwiesz to nie ważne. Ważne byś się z nim zjednoczył. Jeśli to uda Ci się, ono przemieni twoje życie, a Ty zaczniesz przemieniać świat. I to będzie… nowy początek.

DALEJ