V. Lingwistka

Lecz od dłuższego już czasu Abbott nie słuchał tego, co do niego mówił Costello. Z zamglonymi siedmioma oczami wpatrywał się w… Amy Adams

Kto to?

Amy Adams. To ona zagra piękną lingwistkę! Ach, Moja widziała ją kiedyś w komedii. Macki można było zrywać ze śmiechu.

Czy ma czym oddychać w tej ich ziemskiej atmosferze?

Bez przesady. Ma być ckliwie, a nie seksowanie.

Lingwistka jak to lingwistka… będzie poznawała nieznane języki. Stare powiedzenie siedmionogów mówi: „Chce Twoja poznać obcą planetę? Niech Twoja nauczy się języka jakim na niej mówią!” Zgoda, wylądują Nasze w Stanach Zjednoczonych. Tam, gdzie mieszka Ted Chiang. Tam mówią w prawie każdym języku z ich planety.

Lousie będzie lingwistką z pierwszej linii frontu językowego. Powie: „Nieraz już pracowałam w terenie, w dżungli amazońskiej, zawsze jednak była to procedura dwujęzyczna. Albo moi informatorzy znali trochę portugalskiego, albo miejscowi misjonarze zapoznali mnie już z grubsza z ich językiem. Po raz pierwszy w życiu miałam przystąpić do całkowicie jednojęzycznej procedury badawczej.” Łatwo nie będzie. Przewiduje Moja jakieś ofiary w siedmionogach – Abbott spojrzał ze współczuciem na kompana – ale w końcu dobrze się wszystko skończy.

Chiang napisze o tym jak spostrzeganie świata kształtuje myślenie. Ludzie są istotami linearnymi, bo mają przód, mają tył, boki. Trudno pojąć jak można żyć tylko z parą oczy i to tylko z przodu. Gdyby jednak byli, tak jak Nasze, istotami mającymi oczy dookoła głowy, mającymi siedem nóg czy raczej odnóży, wtedy nie mieliby doświadczenia linearności. Żeby skręcić nie musielibyśmy się przekręcać. Żeby zawrócić nie musielibyśmy się obracać. Ich odbiór przestrzeni wokół nich byłby inny, całościowy. Wtedy w naturalny sposób wykształciliby w sobie mechanizm pisania, który odpowiadałby temu doświadczeniu. Na przykład wypluwaliby tusz telepatycznie układając go w obrazy-zdania pisane w jednej chwili. Pisaliby tak, jak malarze zen malują swoje obrazy tuszem, bez szkicowania, bez kalkulacji, błyskawicznie i doskonale.

DALEJ

IV. Film

Zaraz, powoli. Trzeba najpierw zrobić klimat. – Abbott dał dziwnym gestem do zrozumienia Costello by ten poruszył swoją wyobraźnią.

Dwanaście statków przybywa na ich planetę. Piękne widoczki, atmosfera tajemniczości. A potem pojawia się piękna lingwistka, taka milutka, szara myszka. Jest sympatyczna i już w pierwszej scenie wszyscy w kinie ją lubią.

Nazywa się dr Lousie Banks. Najlepiej gdyby miała jakiś osobisty problem. Problem z tym dzieckiem…

Co dalej?

I gdy już widzowie będą gotowi, zza siódmego kosmicznego lasu, zza siódmej kosmicznej góry przybywają Nasze! Siedmiooczni, siedmionożni, siedmiomądrzy…

Moja rozumie. „Piękna i bestia” w wersji z mackami – złośliwie skomentował Prychacz.

W tej historii spotykają się dwie zupełnie odmienne cywilizacje: ziemskich gospodarzy i gości z nieba. Czy jednak heptapody są tak różne od ludzi? – Costello spojrzał znacząco na Abbotta, by skłonić go do zastanowienia, ale wielkich nadziei sobie nie robił.

Tak naprawdę cywilizacja ludzka, którą ta historia pokazuje to kultura Zachodu, rzec można kultura europejsko-amerykańska, której korzenie są łacińskie. Jednak wbrew pozorom na tej kulturze ich świat się nie kończy. Ich wschodnia kultura jest bardziej podobna do kultury heptapodów. Japonia poprzez swoją izolację i specyfikę osobowości Japończyków wykształciła najbardziej rozwiniętą szkołę duchową w dziejach ich świata jaką jest buddyzm zen.

Żadna inna religia nie stworzyła tak perfekcyjnego systemu weryfikacji oświeconych mistrzów i bezsłownego kształcenia uczniów. Nie o wiedzę tu jednak chodzi, nie o umiejętności czy świadome działanie, ale przeciwnie, o sztukę zapominania o sobie, sztukę nie-działania.

Latami ćwicząc się adept odzyskuje utraconą dziecięcość, naturalność. Już nie to, co robi jest ważne, ale to, na ile potrafi pozwolić unieść się prądowi rzeki życia. Gdy to się stanie odkrywa wielką tajemnicę świata – to, że wszystko ma swój sens, nawet najbardziej błaha rzecz ma swą wielką wagę tu i teraz. W jego oczach świat staje się mozaiką niepodzielonej Jedności. Nie może on niczego od siebie dodać do tego, co już by nie było stworzone przez „się” dzianie. Buddyści bowiem, sami zanurzeni w Jedności, nie odczuwają Boga jako bytu zewnętrznego wobec nich samych. Nie twierdzą też, że są Bogiem, bo to też tworzyło by opozycję wobec tego, co Bogiem nie jest. Zadowalają się więc trudnym do zrozumienia dla innych ludzi pojęciem „się”, które oddaje istotę sprawy.

Zatem na niby tylko to będzie fantazja o przybyszach z kosmosu, a naprawdę ta historia pokaże spotkanie świata zeświecczonego Zachodu ze światem Wschodniej mistyki. Chiang pisze: „Sądząc po tym, co nam pokazali, ludzie byli bardziej podobni do siedmionogów niż jakikolwiek inny napotkany przez nie gatunek.”

DALEJ

kadr z filmu

III. Opowiadanie

No to kto by to napisał? – powiedział Costello wyszukując ludzi na Wschodzie ziemskiego globu.

A czemu ktoś z twojej strony? Niech będzie z Zachodu. Z mojej.

Nie, z mojej.

Z mojej, przemądrzała baryło Twoja!

Odezwała się, wyższa niż mądrzejsza.

No, niech się Nasza nie kłóci. Trzeba ustalić kompromis.

Moja ustąpi – Prychacz pierwszy zrobił krok na zgodę. – Pisarz będzie pisał po angielsku, bo to najbardziej popularny ich język, ale będzie pochodzenia wschodniego.

Amerykański Azjata? Chiński Chińczyk strzela do Naszych, a amerykański Chińczyk o Naszych pisze. Może tak być. Ale żeby był tak dobry, jak ten polski pisarz fantastyczno-naukowy, Stanisław Lem. On był najlepszy! Wszystko co najlepsze jest z Polski! – enigmatycznie rzucił Abbott. – Słyszała Moja jak pewien Chińczyk powiedział: „Język polski to prawdziwa chińszczyzna”, co znaczyło, że to najtrudniejszy język na świecie. A jak najtrudniejszy język to i ludzie najmądrzejsi.

I żeby to było napisane w stylu „Solaris” Lema. Spotkanie dwóch światów, które są zupełnie odmienne i nie potrafią się porozumieć.

Ted Chiang – on się nada, pisze podobnie jak Lem – humanista, nie fantasta. Trochę po chińsku, trochę po angielsku – jakoś Nasze mu przekażą o co chodzi.

To co na początek? Chyba by musiał napisać o heptapodalnym pojmowaniu czasu. O wolności od liniowości czasu. Tak, głównym aktorem w tej historii będzie czas.

W filmie to się nie uda… – z rezygnacją pokręcił głową.

…ale w opowiadaniu – owszem. To będzie historia o heptapodach i naukowcach…

…oraz o matce z dzieckiem! Trzeba załapać ich za serce, wzruszyć, bo normalnie to oni są jak bez serca.

Dziwi się Twoja? Przecież ich doświadczenie jest linearne. Pismo linearne. Ich myślenie jest linearne. Nie znają swojej przyszłości. Nie rozumieją własnej przeszłości. Myślenie w ich języku jest niczym jazda drogą od jednego punktu do drugiego, a nie tak, jak myślenie w uniwersalnym języku niczym pływanie w morzu – kiedy myśl może się udać w dowolnym kierunku lub pozostać na pierwotnym miejscu.

Myśl Abbott 1

Myśląc w wielowymiarowym, syntetycznym języku uwolniliby się z więzów czasu. Znaliby całe swoje życie, ale stałoby się coś jeszcze… Ich świadomość by się zmieniła. Przestaliby się „szarpać” z życiem, bać się lub pragnąć. Staliby się niczym mistrzowie zen, niczym samurajowie, którzy nie trzymali się kurczowo życia ani nie bali się umierać.

DALEJ

II. Pomysł

Nagle Abbott poderwał się pełen entuzjazmu.

A może Nasze polecą na Ziemię? Jeśli ludzie zobaczą uniwersalny język, skojarzą go z symbolem Jedności o której opowiadał im Jezus albo z buddyjskim kołem. Uniwersalnego języka nauczy się jakaś zgrabna lingwistka i szybko Nasze będą z powrotem. Ona napisze podręcznik tego języka i wszyscy ludzie na Ziemi zaczną inaczej myśleć.

Pomysł przylotu na Ziemię

Niech Twoja popatrzy, jak oni się muszą męczyć z tym ich linearnym językiem. Ten język fragmentuje obraz rzeczywistości, a nawet tworzy byty tam gdzie ich w ogóle nie ma. Taki język jest do trzynastej macki. Naprawdę, ich język nie nadaje się do niczego, a już na pewno nie do pisania. Nic dziwnego, że oni mają kompletny chaos w głowach. No co Twoja na to?

Czy Twoja zdurniała heptapodzie!? Niech Twoja się klaśnie w czoło szóstą macką. Przecież oni by zaraz chcieli Nasze zabić, a sami wpadli by w taką panikę, że ogólnoświatowy konflikt militarny murowany. Czy Twoja nie widzi tego Chińczyka, który strzela z rakiety do Naszych? Absolutnie nie! Z nimi nie można tak szczerze i prosto, bo oni zaraz coś poplątają. Trzeba ich jakoś inteligentnie podejść. Pomysł dobry, ale wykonać go trzeba po cichu. Tak jakby nic się tak naprawdę nie wydarzyło. Szepnie Nasza komuś, na przykład… – Costello gorączkowo myślał.

Taaa… Kto tam zajmuje się informacjami? Media? Prasa, telewizja…

Nie, tylko nie media! U nich wszystko jest na opak. Ci, którzy mają mówić prawdę, zawsze kłamią. Trzeba odwrotnie. Zwrócić się trzeba do kogoś kto pisze nieprawdę. Szepnie Nasza coś na ucho jakiemuś znanemu pisarzowi, ale takiemu co to wymyśla bajki o kosmitach. To się u nich nazywa science-fiction. On napisze o tym opowiadanie. Potem ktoś nakręci film według tego opowiadania. Zrobi się głośno. Ludzie zaczną mówić, ruszać głowami. Dostaną znaki. Jeden z drugim połapią o co chodzi i wyjdzie na to samo. Dadzą radę.

Nadzieja w tym, że oni nie są aż tacy głupi na jakich z kosmosu wyglądają.

DALEJ

I. Ludzkość

Ci ludzie to dziwne istoty, Twoja nie uważa? – powiedział Abbott do Costello. – Ludzie są dumni ze swej pamięci i wyobraźni. To one odróżniają ich od zwierząt. Tymczasem to właśnie pamięć i wyobraźnia są źródłem ich cierpień. Pamięć dręczy ich obrazami tego, czego nie udało im się zrobić. Wyobraźnia dręczy ich obrazami tego, co mogłoby się im udać. Gdyby nie przywiązywali uwagi do pamięci i wyobraźni, skupili się tylko na świadomości wreszcie byliby spokojni. A tak dar porównywania obrazu rzeczywistości z subiektywnym obrazem, jaki mają w swych umysłach, jest ich przekleństwem.

Moja zauważyła, że oni są wiecznie niezadowoleni. Wciąż kalkulują. Nawet gdy coś im się uda to zaraz sobie pomyślą, że mogło udać się lepiej. Czyż ludzki los nie jest smutny?

Spojrzenie na Ziemię pełne troski

Tak, Moja też im współczuje – rzekł w siedmionogowym A siedmionogowy Costello. – Ale ci po prawej, ci na Wschodzie ich globu przecież mają wspaniałą drogę ucieczki z tej smutnej egzystencji. Czemu z niej nie korzystają? Jest nią droga medytacji. Droga człowieka do pełni człowieczeństwa. Pewien mistrz szkoły duchowej zwanej buddyzmem zen opowiadał o tym, jak spowolnił swoje myśli tak, iż potrafił obserwować je jak się rodzą i przechodzą przez horyzont jego umysłu. To piękna droga i szkoda, że nie ma już jej w tych tak różnych i pięknych kunsztach jak szermierka, układanie kwiatów czy łucznictwo.

Ci po lewej, na ich Zachodzie dostali inny sposób. To droga ufności w pomoc ich największego przyjaciela, Jezusa. Najpełniej odnaleźć ją można w zawierzeniu, której formę przekazano za pośrednictwem świętej Faustyny: „Jezu, ufam Tobie”. Ale równie piękna, a mało znana jest też inna, którą ogłosił ksiądz Dolindo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Te akty strzeliste to też duchowa sztuka łucznictwa, choć zupełnie inna. To strzelanie Panu Bogu w okno. Akty strzeliste zawsze wpadają do środka, bo dzięki ich przyjacielowi, okno nigdy nie jest zamknięte.

Czy korzystają z tej drogi?

Niestety rzadko. Są nieufni, leniwi, żyją w ciągłym pośpiechu i zamartwianiu się.

Z tej pierwszej też nie bardzo…

Przez chwilę Klaskacz i Prychacz zadumali się oboje.

DALEJ

Wprowadzenie

Widzowie filmu „Nowy początek” oraz czytelnicy oryginalnego opowiadania pt. „Historia twojego życia”, mogą teraz poznać tę historię ponownie. Tu jest ona pokazana z innego punktu widzenia, bo opowiadana jest przez dwóch heptapodów czyli siedmionogów. Historia zaczyna się nieco wcześniej, jeszcze zanim przybyli na Ziemię, więc można ją nazwać „prequelem”.

Książkowi kosmici nazywali się Klaskacz i Prychacz. Filmowi kosmici zostali nazwani tak, jak nazywali się dwaj amerykańscy komicy: drągal Bud Abbott i grubas Lou Costello. Bardziej znanymi wcześniejszymi ich odpowiednikami byli Stan Laurel i Oliver Hardy – w Polsce określani jako Flip i Flap. Nic więc dziwnego, że ta rozmowa jest czasem banalna a czasem zaskakująca. Ocena ludzkości jest przez chwilkę smutna, to znów komiczna.

Tytuł

Na słowo wyjaśnienia zasługuje sposób zwracania się heptapodów do siebie. Mówią o sobie „Moja”, a zwracają się do siebie per „Twoja”. Zupełnie jakby zamiast „ja” i „ty” mówili: „Moja osoba”, „Twoja osoba”. Taki sposób mówienia oddaje to, iż heptapody odczuwają wewnętrzny dystans do samych siebie, którego rasie ludzkiej częstokroć brakuje. Wszystko co mówią o ludziach jest jednak zapisane zrozumiałym dla nas językiem. Zatem przeplatają się tu dwa sposoby pojmowania i opisania świata – ludzki oraz heptapodów. W kilku miejscach przeczytamy myśli heptapodów.

HISTORIA NOWEGO POCZĄTKU