XV. Jedność

No i co na to ludzie? Miłosierdzie boże wygrało ostateczną walkę z kusicielem, a oni dalej żyją jakby nic się nie stało? Prawda, że oni nic nie skojarzyli, co? Cały wszechświat jest zbudowany fraktalnie, a oni prostej ziabki skumać nie potrafią.

Gdyby Twoja myślała tak, jak oni też by tego wszystkiego nie zauważyła. Oni używają systemu dziesiętnego, bo mają po pięć palców u par swych odnóży. Dzięki temu przynajmniej widzą okrągłe rocznice. W 2017 roku będzie wiek [100 lat] od objawień fatimskich i pół wieku [50 lat] od wydarzeń w Kansas gdzie jedna ze studentek, poprosiła pastora o modlitwę o chrzest w Duchu Świętym i została wysłuchana… jako pierwsza.

Piękna historia. Szkoda, że nie z naszej „bajki”.

Tak, ani w opowiadaniu, ani w filmie tego nie da się wykorzystać, ale to wszystko się przecież łączy.

„Jedno we Wszystkim i Wszystko w Jednym” jak mawia… – lecz Abbott wszedł mu w słowo.

Człowiek religijny żyje w dwóch światach, w sacrum i profanum – mistyk żyje w jednym świecie, w Jedności.

Jedność – zadumał się Costello. – To nie tylko jakaś wzniosła teoria. Jedność ma wymiar praktyczny. Wszystko jest takie jakie jest, by pasowało do całej reszty. Od rzeczy najmniejszej do największej. Świat jest niczym puzzle. Raz stworzony, choć chwilowo pomieszany, tylko na jeden sposób może zostać ułożony. Nie ma w nim elementów niepotrzebnych. Owszem są elementy kluczowe, dla układania przełomowe, ale żadnego z tych najbardziej szarych, nieciekawych na śmietnik wyrzucić nie można, bo wtedy w obrazie powstałaby wyrwa, której wypełnić nic nie zdoła – upajał się swoim wywodem Costello.

Choć z drugiej strony porównanie do puzzli jest mylące, bo sugeruje to, że świat został przemyślany przez Boga i stworzony w sposób wyrachowany. Że ta scena przedstawiona na puzzlach – obraz świata – jest sztuczny, a ludzie nigdy nie mieli wolnej woli.

Trzeba jednocześnie świat porównać do partii bierek rozsypanych losowo nieskończoność razy. Z nieskończonej liczby możliwości doświadczamy jednak tylko jednej partii tej gry. Charakteryzuje ją idealne zakończenie – podjęcie wszystkich bierek za jednym podejściem, bez popełnienia żadnego błędu. Rzecz to dla człowieka niemożliwa, ale dla Boga możliwa, a nawet konieczna. Ta gra bowiem to połączenie elementu chaosu jakim jest człowiek z elementem doskonałości jakim jest Bóg. Podczas gry wydaje się, że chaos przeważa, tak trudno nam zobaczyć sens, a jednak przeczuwamy że biegnie ona do sensu, który został zapisany w Księdze życia.

Księga jest dowodem na to, że finałem jest Jedność. To proste: gdyby finałem nie była Jedność, Księga by nie powstała. Bóg nie wyrzekłby tego jedynego Słowa. Nie mógłby go wypowiedzieć, bo Bóg nie potrafi działać niedoskonale. Wszystko, nawet to, co wydaje się nam zmianą, wynikającą choćby z naszego niezdecydowania, jest już wpisane w tę partię bierek. Koniec spotyka się z początkiem i zamyka w kształcie idealnego koła. Okazuje się, że nie było żadnych innych partii tej gry, żadnych innych alternatywnych światów. Mógł powstać tylko jeden świat, idealny i nic tego zmienić nie zdoła, bo cokolwiek zrobimy jest już „wpisane” w rozwój wypadków.

DALEJ

kadr z filmu

XIV. Czas

Charyzmatycy, prorocy… ciekawe, ale czy są jakieś znaki przemiany świata?

Ach, to piękna historia. W skrócie Moja o tym opowie. Ludzie oczywiście nie wiedzą, że czas ma budowę fraktalną i ich stulecia dzielą się na części, na ziabki…

Wydaje się, że heptapody dzielą czas na części, a nie jak my, na lata. Jest to zrozumiałe. Dla nas czas jest prostą linią, a w ich rozumieniu przypomina raczej urodzinowy tort, który dzieli się na równe cząstki dla wszystkich gości. Przełomowe wydarzenia w dziejach rozgrywają się wedle nich w szczególnych latach, które oni nazywają „ziabką”. „Ziabka” to słowo oznaczające 1/6 wieku, podobnie jak „przełom ćwierćwiecza” oznacza 1/4. „Ziabka” więc oznacza punkty na skali czasu oddalone od siebie o okres wynoszący 1/6 stulecia czyli około 16 – 17 lat. Kolejne ziabki to np. rok 1901, lata 1916-1917, lata 1933-44 itd. Brzmienie tego słowa wymyślił syn tłumacza z języka uniwersalnego w swojej dziecięcej, beztroskiej fantazji – być może bardziej poważniejszym odpowiednikem było by słowo „seksta”, ale tłumacz uznał, że potrzeba tu zupełnie nowego słowa. Fakty opisywane przez to pojęcie są zupełnie prawdziwe, a historyczne daty, wedle ludzkiej miary czasu, będą zamieszczone w nawiasach. ziemia jako zegar

1 stycznia 1901 miał miejsce powrót ich Nieznanego Boga, Ducha Świętego, ale historię tę trzeba rozpocząć ziabkę wcześniej kiedy to miała miejsce zapowiedź tego wydarzenia. 13 października 1884 roku papież Leon XIII miał mistyczne doświadczenie. Podczas odprawiania mszy usłyszał rozmowę dochodzącą od strony tabernakulum: „Mogę zniszczyć Twój Kościół” – wołał szatan. – „Spróbuj tego dokonać” – odpowiedział Jezus. – „Potrzebuję na to czasu”. „Wybieraj!” – odważnie rzucił Chrystus. – „Wybieram wiek dwudziesty”.

Powiało grozą. I co dalej?

W pierwszym dniu nowego wieku, 1 stycznia 1901 roku papież Leon wezwał publicznie Ducha Świętego, śpiewając hymn „Veni Creator Spiritus”. Dokładnie tego samego dnia na drugim końcu świata w mieście Topeka w stanie Kansas w Stanach Zjednoczonych zanotowano pierwsze po wiekach wylanie charyzmatów Ducha opisanych przez świętego Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian. Ten dzień jest teraz uważany za początek tzw. chrześcijaństwa charyzmatycznego.

Dobra, ale co z tym szatanem?

Niech Twoja patrzy na historię XX wieku. W pierwszej ziabce [1917] rosyjscy komuniści walczący ze wszelką religijnością przejęli władzę w Rosji, największym kraju ich świata. Odpowiedzią Matki Jezusa były objawienia fatimskie [1917]. W drugiej ziabce [1933-1934] straszny człowiek, Hitler doszedł do władzy i wkrótce przejął ją całkowite, co doprowadziło do II wojny światowej, największej ze wszystkich wojen. W trzeciej ziabce [1949] komuniści przejęli władzę w Chinach (najliczniejszym kraju świata) i Korei Północnej (jedynym kraju w którym do dziś panuje realny komunizm) oraz później w innych krajach. W ziabce czwartej [1967] nastąpił początek rewolucji hippisowskiej, która miała młodych oderwać od tradycji poprzez narkotyki, wolną miłość, pozorną religijność… W odpowiedzi [1967] nastąpiło wylanie się Ducha Świętego w Kościele katolickim – Abbott nieoczekiwanie przerwał opowieść.

A w piątej ziabce, co było?

Moja nie pamięta… – powiedział choć pomyślał o pewnym umęczonym polskim księdzu. – Który to był ludzki rok? 1984?

Ach, to ten sławny Orwell. On o tym wszystkim pisał! Moja czytała i widziała – niesamowita książka i film. Ale to nie tylko studium tyranii. To książka mistyczna… A co potem?

Rok 2000 był wielkim sukcesem Bożego miłosierdzia za sprawą Papieża Polaka. Faustynka została świętą. Kult Bożego miłosierdzia wciąż się rozprzestrzenia po świecie. A ziabkę później był Rok Jubileuszowy Miłosierdzia Bożego [2016]. Światowe Dni Młodzieży u Faustyny, w Krakowie. I właśnie się skończył ten niezwykły Rok Miłosierdzia…

DALEJ

XIII. Świętość

Po co przybył?

Oni często myślą, że przybył by ich w przyszłości zbawić. Nie potrafią pojąć, że przybył po to by z nimi rozmawiać. Rozmawiać codziennie, po prostu, o zwykłych sprawach, jak rozmawiał ze świętą Faustyną. Ale brak im wyciszenia, spokoju, by to robić.

W ogóle mają problem ze zrozumieniem świętości. Nie wiedzą, że są dwa jej rodzaje.

Trzeba im to pokazać w filmie!

Ale w opowiadaniu już nie!

Twoja zginie w zamachu bombowym usiłując przekazać ważne informacje dr Lousie Banks. Zobaczą, że Twoja wiedziała, iż zginie a mimo to pozostała na miejscu. Moja przeżyje i dokończy tę misję.

Zobaczą dwa wzorce świętości: męczeński i charyzmatyczny.

Ten sam wzór dają im dwaj pierwsi diakoni w dziejach Kościoła. W Biblii jest opisane życie tylko tych dwóch nie przypadkiem, bo te dwa wzorce wyczerpują pełnię możliwości – liczba siedmiu diakonów oznacza pełnię. Pierwszym był św. Szczepan, pierwszy męczennik. Drugim Filip Ewangelista, pierwszy charyzmatyk, który odrodził w Samarii unicestwione w ojczyźnie chrześcijaństwo.

Jakoś moja o nim nie słyszała.

Niestety Filipa niemal nikt nie zna! Nikt z chrześcijan nie rozumie jego roli.

myśl heptapoda

A Jezus kim był… męczennikiem czy charyzmatykiem?

Jezus oczywiście idealnie połączył w sobie te dwie drogi wpierw prowadząc charyzmatyczną działalność, a potem umierając męczeńsko. Niestety od dwóch tysięcy Kościół jako oblubienica Jezusa stoi tylko na jednej „nodze”, opiera się na wsparciu męczenników i pora najwyższa by wreszcie znalazła stabilne oparcie w działalności charyzmatyków.

Tak, Moja słyszała jak nowy papież powiedział: „Musimy zaprosić z powrotem do Kościoła proroków i przyjąć ich z otwartymi ramionami.”

Tylko gdy przybędą ci prorocy to czy Kościół będzie miał odwagę by ich zauważyć? To nie będą już prorocy jakich znają ze Starego Testamentu, ale prorocy na miarę XXI wieku. Prorocy posługujący się internetem. Mający wiedzę o psychologii, ludzkiej traumie i duchowości całego świata. Przybycie współczesnych proroków będzie dla Kościoła większym stresem niż przybycie obcej inteligencji z kosmosu. Czyż nie tak było przecież z Jezusem? Dla ówczesnego Kościoła był on nie do przyjęcia i musiał być stracony po to, by uratować świat w jakim wtedy żyli. Ta historia pokaże, że ludziom jest łatwiej unicestwić to, co nowe, nieznane, w obronie starego, niż się zmienić. Pokaże to chęć zniszenia statków przez kilka państw.

Tylko w filmie, w opowiadaniu już twoja niech nie miesza.

DALEJ

XII. Polska

Wybornie napisane. A z której strony ich świata ten Pastor? Lewej czy prawej?

Z Polski. Tak w ogóle to katolicki kraj. Leży tu – pomiędzy Zachodem a Wschodem.

Może jednak tam Nasze przybędą?

Odpada.

A to czemu?

Nie mają Hollywood – najkrócej jak potrafił wyjaśnił Abbott.

Wyjątkowy kraj ta Polska. Wybrany. Wierny Chrystusowi od początku, od dziesięciu i pół wieku istnienia. Nasze tam nie wylądują, ale i tak Nasze tam przybędą.

Dlaczego? Co w nich takiego wyjątkowego?

Długo by tłumaczyć. Polacy mieli swojego człowieka na najważniejszym miejscu, niezwykłego papieża, który mocno pozmieniał ten ich świat w XX wieku. Gdzie on nie był? Na całym globie.

I świętą Faustynę. Niby taka cicha woda była, a… ho, ho! Gdzie i ona już nie zawędrowała? Czytałem jej „Dzienniczek”…

Na to słowo Costello zwrócił znacząco na Abbotta czworo ze swych siedmiu oczu.

Co robisz taką zdziwioną minę? To tylko taki tytuł dla zmylenia. Ten niby dzienniczek to wielkie dzieło mistyczne.

Zafascynował mnie kiedyś ten fragment: „Wiedz jeszcze o tym, córko moja, że wszystkie stworzenia, czy wiedzą, czy bezwiednie, czy chcą, czy nie chcą, zawsze pełnią wolę moją.”

I co w tym takiego dziwnego?

Ludzie są przekonani o tym, że mają wolną wolę i w ich perspektywie widzenia ją rzeczywiście mają. Jednak Jezus myśli na swój boży sposób. Z Jego punktu widzenia już wszystko się stało, wypełniło się w pełni, doskonale, bo inaczej nie mogło, a teraz tylko się dokonuje. To nie do pojęcia z ludzkiego, linearnego punktu widzenia. Jednak jeden i drugi punkt widzenia są zupełnie prawdziwe.

Ale czy Nasze mogą im powiedzieć, że ich Bóg myśli tak, jak heptapody?

Niestety obraz ich Boga jest bardzo wyidealizowany. A przecież chrześcijanie mają tak zwykłego-niezwykłego Boga. Boga-człowieka, Boga rozmowy.

On nie jest taki jak Bóg muzułmanów – Bóg odległy, kosmiczny. Nie tańczą dla chwały bożej jak derwisze przedstawiając ruchy planet. Cóż, trochę szkoda nie być derwiszem… Bóg chrześcijan też nie jest taki jak „Bóg” buddystów, który jest świętą Pustką, z której czeluści wyłania się doskonały czyn.

Tak, wszystkie te tak różne obrazy Boga ich religii są wpisane w naturę ludzką i pewnie wszystkie są prawdziwe. Jednak ten Bóg, który wybrał ich, chrześcijan jest szczególny. On chce z nimi rozmawiać. Odarł się ze swej boskości, poniżył się, dał się za nich skatować.

DALEJ

kadr z filmu

XI. Sprawiedliwość

Biblia jest też „zegarem”. Codzienne czytania w ich kościołach są jak sekundy odmierzane w „dniu” dziejów świata. Co więcej Biblia to żywy zegar, bo tylko coś żywego może opisać rzeczywistość. Tymczasem oni widzą w niej tylko zwykłą książkę. „Wyrywają z niej kilka kartek” i na ich podstawie robią sobie różne religie wzajemnie sobie przeczące.

Cóż, taka jest natura ludzka, natura ich mózgów. Fragmentują wszystko. Choć jeszcze gorsze jest to ich czarno-białe myślenie. Są w dużym błędzie mówiąc o Bogu, że jest dobry. Alternatywą jest tylko to, że Bóg jest zły. Starając się tworzyć więcej dobra, tak naprawdę produkują także więcej zła.

Przykładają ludzką miarę do Tego, co jest nieludzkie. Myślą w sposób dualny o Tym, co jest Jednością.

Bóg nie jest dobry ani zły. Doskonałość życia nie ma polegać na nirwanie, na religijnym odjeździe od rzeczywistości. Nawet umiarkowane szczęście, ale stałe, bez żadnych problemów jest niemożliwe do załatwienia u Pana Boga. Plan boży nie polega na tym, by mieć się lepiej od innych. On polega na pełni. Pełni przeżycia tego, co komu „pisane” albo inaczej mówiąc pełni tego, co komu przypadło, nie losowo, ale zgodnie z bożą mądrością. Sprawiedliwość boża nijak się ma do ich poczucia sprawiedliwości. Bóg stworzył ich życie do doskonałości i rzeczywiście takim ono jest, choć każdy z nich znajdzie na to tysiące zastrzeżeń: począwszy od własnego, zbyt długiego nosa a kończąc na okrucieństwach wojny.

Myśli heptapoda

Pewien Pastor powiedział: „Biblijne słowo sprawiedliwość, oznacza – zgodnie z przeznaczeniem. Czyli sprawiedliwość Boga oznacza pragnienie Boga aby każdy człowiek znalazł się w miejscu i kontekście, które jest jemu/jej przypisane przez stwórcę. Oczekiwanie, że kaczka stanie się orłem jest niesprawiedliwe. Sądzę, że nie muszę tego bardziej tłumaczyć bo łatwo zobaczyć jak takie (biblijne) rozumienie sprawiedliwości ułatwia zrozumienie planów Boga. Miłosiernego Boga. Bo wtedy miłosierdzie nie tylko nie kłóci się ze sprawiedliwością, ale staje się wręcz niezbędnie nam potrzebne abyśmy mogli znaleźć się tam, gdzie Bóg nas widzi i wtedy zapanuje w naszym życiu sprawiedliwość. Tak jest z naszym zbawieniem. Mówimy, że jesteśmy dzięki ofierze Chrystusa usprawiedliwieni, czyli Jego ofiara przywraca nas do miejsca pojednania z Bogiem, a taki jest plan Boga.”

DALEJ

X. Matka

Tę historię matki i dziecka Chiang weźmie z Biblii. To będzie historia Matki Jezusa, Marii. Matka Jezusa wiedziała, że jej syn umrze przed jej śmiercią i wiedziała, że będzie to śmierć tragiczna. Tak jak Maryja tak też Lousie będzie świadoma wyjątkowości losu swego i losu swego dziecka. Będzie chowała każdy najdrobniejszy szczegół z ich życia w swej pamięci. Będzie roztrząsała każdą chwilę. Doświadczy pełni życia: pełni radości i cierpienia.

Jednak mała zmiana… zamiast syna, niech to będzie córka.

kolorowanka dziewczynka

Pomysł bardzo dobry i Moja chętnie go wykorzysta w opowiadaniu, ale Twoja jest w błędzie, jeśli spodziewa się, że ktoś z tych dwunogów się domyśli. Moja jest pewna, że ludzie tego nie skojarzą z Biblią.

Trudno, ale to ładna historia. „Dobra książka to po prostu uwspółcześniona wersja Biblii” powiedział Kurt Vonnegut, pytany o receptę na powieść. Czy Twoja czytała „Kocią kołyskę”? Koniecznie musi przeczytać! Mistyczna książka o błazeńskiej religii… Ludzkie arcydzieło o tym, że Bóg wcale nie jest aż tak poważny, jak ludziom się to wydaje.

Twoja chce jeszcze coś zaadaptować z Biblii? Jakie to typowo ludzkie, że większość ludzi ma tę księgę w domu, ale mało kto ją czyta.

Znamienne, że Jezus niczego nie napisał. To oczywiste, że Jezus umiał czytać, był wykształcony, był o wiele inteligentniejszy niż ludzie jemu współcześni. Odpowiedź nie może być prozaiczna. Jedną z możliwych odpowiedzi jest ta, że Jezus niczego nie napisał, bo nie mógł już niczego dopisać do tego, co napisał jego Ojciec. W dziejach świata Bóg napisał jedno jedyne Słowo przedstawiające rzeczywistość i tylko ono, jako całość jest prawdziwe, oryginalne. To Biblia. Jezus nie zrobił nic ponad to, że przez Niego to Słowo stało się ciałem. Oczywiście z ich linearnego punktu widzenia Biblia powstawała przez wieki. Tworzyli ją różni ludzie. Wydaje się więc, że w dużej mierze jest dziełem przypadku. Gdyby jednak spojrzeli na nią tak jak heptapody, nielinearnie zobaczyliby, że Biblia została napisana w całości, w jednej chwili, doskonale. Dzieje świata są tylko realizacją tego jedynego Słowa.

Zasłuchał się Costello.

DALEJ

IX. Zasada

Dobrze, to w filmie ludzie będą się pytać, pytać i pytać: dlaczego przybyliście do nas? Zaczną – jak to oni – kombinować, wymyślać, zaczną się bać, wpadną w panikę, zabiją Twoją, a potem to już pogryzą się między sobą, świat stanie na krawędzi katastrofy nuklearnej, ale… Amy – to znaczy Lousie – dogada się z tym Chińczykiem, z chińskim generałem dogada się po kantońsku i uratuje ludzkość od zguby, a potem napisze ten podręcznik i wszyscy nauczą się języka uniwersalnego. Ogólno-planetarne szczęście, happy end na miarę galaktyki.

Mniej więcej o to chodzi. Ale w opowiadaniu Moja nie da się ukatrupić, o nie! A Ted Chiang napisze, że konflikt był inny. Że ludzie ukrywali informacje o sobie, że nie chcieli heptapodów uczyć swoich języków, a to wszystko po to, by handlować z kosmitami. I kiedy dostaną już uniwersalny język, to oni nie będą rozumieć, że już dostali to, co mieli dostać. Ciągle będą czekać na jakąś cudowną technologię, która zmieni ich życie. Bystrzaki? – ludzie do nich nie należą.

A może… – zadumał się Abbott. – A może tak filozoficznie. Że heptapody są dla nich darem od wszechświata, a za jakiś czas jak oni dorosną – hm? trzy tysiące lat im starczy? – to pomogą heptapodom, gdy one będą miały problemy.

Dobra, to już Twoja sama sobie załatwi z ekipą filmową. Moja Twojej powie jedno! Moja się nie zgadza z tym, żeby historia matki i dziecka była tylko ckliwym melodramatem. Ta historia powinna ilustrować rozważania o czasie.

Owszem, na początku filmu ten scenarzysta Eric Heisserer czy reżyser Denisa Villeneuve mogą trochę ponabierać widzów, wprowadzić ich błąd, że to są traumatyczne wspomnienia Lousie po śmierci jej dziecka. Ale potem ma się okazać, że to były wizje przyszłości. W opowiadaniu cała ta historia będzie ilustrować zasadę Fermata. Dzięki myśleniu w języku nielinearnym Lousie zacznie widzieć całe swoje życie.

Zasada Fermata

Oczywiście każdy linearnie myślący człowiek powie, że to niemożliwe, bo widząc swoją przyszłość i dokonując zmiany zmieniłby przyszłość, tworząc nieskończoną liczbę możliwości swojego losu.

Właśnie, i tu Chiang musi dowieść, że jest rozwiązanie dla tej sprzeczności. To można zrobić tylko literacko. W swym opowiadaniu Ted Chiang wprowadzi czytelników w tajniki zasady Fermata: „Zasada Fermata brzmi dziwacznie, ponieważ opisuje zachowanie światła w kategoriach celu, jakby była wydanym mu przykazaniem: Będziesz minimalizowało albo maksymalizowało czas potrzebny, by dotrzeć do miejsca przeznaczenia„.

Wedle niej światło podąża do celu tak, jakby z góry obliczyło sobie najkrótszą lub najdłuższą drogę. Kłóci się to z ludzkim zdroworozsądkowym, linearnym myśleniem.

Z ludzkiego, mocno ograniczonego punktu widzenia, ludzie organizują swoje życie. Codziennie podejmują decyzje, które wedle nich coś zmieniają. Z nieskończoności czyli z naszego punktu widzenia, ich życie już się stało. Ono zaledwie realizuje się teraz. Cokolwiek zrobią to będzie tylko dalej jednym wątkiem rzeczywistości. Nie można rozszczepić rzeczywistości. Nie ma więc żadnej alternatywy. Wszelka zmiana jest złudzeniem. Każdy mistrz zen im to powie albo ten ich nauczyciel świata, Jiddu Krishnamurti.

Teraz to już Twoja przesadziła. Do Japończyków i Chińczyków jeszcze Hindus! To może jeszcze Nisargadatta Maharaj czy Ramana Maharishi? Przecież ci na Zachodzie boją się tych na Wschodzie jak czortów. Ludzie, szczególnie ci z Zachodu, myślą w kategoriach wykluczających się przeciwieństw, a nie przeciwieństw uzupełniających się. Tam gdzie ci ze Wschodu widzą yang i yin, tam ci z Zachodu widzą dobro i zło. Im do rozumu trzeba przemówić inaczej. Trzeba powołać się na Jezusa. Sięgnąć do Biblii.

Dobrze, jak sobie Twoja życzy. Moja jest ciekawa jak Twoja to zrobi – rzekł z przekąsem grubas.

DALEJ

VIII. Palindrom

Po chwili wzajemnego krępującego milczenia spojrzał na kolegę i obudził go z jego marzycielstwa.

Niech Twoja przestanie się natychmiast na nią tak gapić! Ona musi mieć ludzkie dziecko, a nie pół kosmitę. To nie ta historia, nie ten film z obcym. Ona zakocha się w koledze z pracy, fizyku, którego zagra… Renner, Jeremy Renner.

On! Ten aktor pasuje do tej roli jak druga pięść do szóstego oka. Ona się w nim nie może zakochać, to niemożliwe. Renner jest głupi jak but, a nawet jak para butów. Jak ludzie mogą chodzić w butach? To najgłupsza rzecz we wszechświecie. Ostatnia rzecz jaką Moja zrobi w życiu to ubranie butów. O nie, każdy tylko nie Renner! Dlaczego on?

Nazwisko palindrom – dwoma słowami uciął jego rozpaczliwe zawodzenie.

Abbott widział, że Costello uparł się na całego, więc jak zawsze w takich przypadkach nawet nie próbował kontynuować rozmowy na ten temat, bo mogło być tylko gorzej. Costello mógł się przecież uprzeć na… Chucka Norrisa. Na szczęście jego nazwisko palindromem nie było.

Tak sobie Moja myśli – zaczął pojednawczo Abbott niby to robiąc z siebie ćwierć-inteligenta – a co Nasze powiedzą jak oni zapytają: „Po co przybywacie?”

Może być Twoja pewna, że o to zapytają. – Costello nadal był wściekły i nie miał zamiaru tego ukrywać. – Oni będą pytać o to cały czas. Nawet jak Nasze polecą już do domu, oni będę stać i gapiąc się w niebo zastanawiać się: po co ci kosmici do nas przybyli?

Tacy są właśnie ludzie. Niczego nie potrafią zrobić bezinteresownie. Wszystko musi wedle nich mieć ukrytą przyczynę. Dla zysku będą chcieli sprzedać swoje minerały albo informacje. Będą myśleli tylko o wymianie darów, jakby Nasze były dzikusami, których można zadowolić błyszczącym lusterkiem albo kolorowymi koralikami.

Ale przecież są wyjątki… – Abbott przypomniał sobie o ich Amy.

Nasze podzielą się! – Z szybkością błyskawicy uderzył gromko Costello swym tubalnym głosem, bo Abbott znów rozmiękał zapatrzony w lingwistkę.

Abbott zrobił najbardziej zdziwioną minę jaką potrafił zrobić swoją siedmiooką twarzą.

Twoja wymyśli zakończenie do filmu, a Moja – do książki, okey?

Że niby Moja do filmu – uczuciowo, a Twoja do książki – mądrze? – Bardziej stwierdzał niż pytał nasz siedmiomackowy Flip.

No, proszę, może jednak Twoja jest inteligentniejsza niż wyższa. – Nasz Flap nie mógł ukryć swojego dosłownie niskiego mniemania jakie miał o sobie.

DALEJ

kadr z filmu

VII. Impresjonizm

Mocna rzecz. Ludzie mają w głowach straszny śmietnik. I to nie ich wina. Języki, którymi myślą i piszą są zaledwie tymczasową adaptacją mowy. Oni są dopiero na początku rozwoju intelektualnego. Nie stworzyli jeszcze języka, który służyłby do myślenia. Uniwersalny język jest niczym obrazy, które odmalowują rzeczywistość nie dzieląc jej ani nie zakłamując. Więcej nawet, język uniwersalny oddaje logiczne przeciwieństwa wzajemnie się uzupełniające, wszystko zamykając w idealnym kształcie buddyjskiego koła.

ziemia jako śmietnik

A Twoja znowu ciągnie w swoją, prawą stronę! To ma być przesłanie do wszystkich ludzi: tych ze Wschodu i tych z Zachodu. I nie tylko naukowo trzeba to im objaśnić, ale też trochę polotu, poezji trzeba. Niech Twoja posłucha: „Każdy z nas jest sam na świecie. Zamknięty jakby w twierdzy, może porozumiewać się z bliźnimi jedynie za pomocą znaków, a znaki nie mają wspólnej wartości, ich znaczenie jest niejasne i wątpliwe. Staramy się usilnie przekazać innym skarby swego serca, ale oni nie umieją ich przyjąć; idziemy więc samotni obok siebie, lecz nie razem, niezdolni poznać innych ludzi i nie znani przez nich. Jesteśmy jak ludzie żyjący w obcym kraju, którego językiem władają tak słabo, że choć mają do powiedzenia rzeczy piękne i głębokie, skazani są na banały z samouczka. W mózgu ich kłębi się wir myśli, a umieją jedynie powiedzieć, że parasolka ciotki ogrodnika znajduje się w domu.”

Ładne i – jak na człowieka – nie głupio napisane.

To napisał William Somerset Maugham w książce pt. „Księżyc i miedziak”, która opowiada o życiu malarza Paula Gauguina. Och, gdyby oni rozwijali swoje języki przez stulecia czy nawet tysiąclecia podobnie jak rozwijali malarstwo…

Tak, szczególnie ich impresjonizm i postimpresjonizm inspirowany malarstwem japońskich mistrzów drzeworytu był imponującą rewolucją w myśleniu. Ich malarze nauczyli się widzieć świat subiektywnie, własnymi oczami, z pominięciem filtrów obiektywizujących obraz rzeczywistości, które mają w swych głowach. Było to możliwe dzięki tradycji chińskiego chan i japońskiego zen. Ach, ten ideał, by przez lata patrzeć na bambus, stać się bambusem, zapomnieć o sobie i bambusie, a w końcu malować bez myśli, bez dualności, bez dystansu widza i widzianego obrazu. „Jedno we Wszystkim i Wszystko w Jednym” – twierdzi formuła zen. Lecz tylko garstka ludzi dziś rozumie, że tak też można pisać i żyć, w Jedności.

A gdy oni nauczą się uniwersalnego języka czy wszyscy będą myśleli tak jak heptapody?

Niestety nie całkiem. Lousie nawet o tym mówi: „Mimo że biegle władam siedmionogowym B, wiem, że nie postrzegam rzeczywistości tak jak siedmionóg. Mój umysł ukształtowały ludzkie, sekwencyjne języki i nawet najgłębsze zanurzenie w obcym języku nie może zmienić go całkowicie. Mój pogląd na świat stanowi ludzko-siedmionogowy amalgamat.”

Ach, jaka ona zjawiskowa i mądra. Jakich pięknych i uczonych słów używa: „amalgamat”.

To słowo oznacza stop metalu z rtęcią. – Costello rzucił oschle.

Klaskacz Abbott nieprzytomnie zapatrzony w olśniewającą urodę Amy Adams nawet nie zauważył tego, iż Prychacz palnął głupstwo.

Nie, ona chyba powiedziała, że to mieszanina tych dwóch, różnych elementów – zbity z tropu sprostował pedantycznie grubas.

DALEJ

VI. Relatywizm

Tak, trzeba im powiedzieć o piśmie.

Czy oni znają relatywizm językowy?

Teoretycznie tak. Tu, w Ameryce żył pewien lingwista, Whorf, który twierdził, że język odzwierciedla, ale i kształtuje myślenie. Ten Beniamin Lee Whorf dał taki przykład ze swego doświadczenia: Beczki z benzyną ludzie uważają za niebezpieczne, natomiast tzw. puste beczki – dlatego że mówią o nich „puste” – nie są wedle nich niebezpieczne. Tymczasem ogień w beczce opróżnionej po benzynie, w której znajdują się opary benzyny, jest bardziej niebezpieczny, niż w pełnej, bo „pusta” beczka wybucha, a pełna – tylko się zapali. Z powodu takiego myślenia dochodziło do wypadków.

Mam nadzieję, że niczego Moja nie pokręciła – na stronie szepnął do siebie Abbott.

Trzeba im powiedzieć, że język kształtuje myślenie. Nie myślą obiektywnie, jak im się zdaje. Myślą tak, jak sugeruje im to język. Widać to dopiero gdy bada się języki tak różne jak angielski i języki Indian amerykańskich. Takie badania prowadzili Benjamin Lee Whorf i jego mentor Edward Sapir.

Ziemia w rękach, kolorowanka

Napisali o tym jakąś książkę?

Tak, Whorf napisał „Język, myśl i rzeczywistość”. Niech Twoja posłucha: „Nie sposób uważać dłużej paru współczesnych dialektów rodziny indoeuropejskiej i wypracowanych wedle ich wzorów technik racjonalizacyjnych za szczyt ewolucji ludzkiego umysłu, niepodobna też uważać ich znacznego obecnie rozprzestrzenienia za efekt ewolucji przez dobór naturalny; jest to raczej wynik paru trafów historycznych, które można nazwać szczęśliwymi tylko z parafialnego punktu widzenia strony uprzywilejowanej. Owe języki i techniki, jak również funkcjonujące na ich podłożu nasze własne procesy myślowe nie wypełniają bez reszty całej gamy możliwości ludzkiego rozumu, lecz są jedynie pewną konstelacją w galaktycznej przestrzeni. Uczciwe uprzytomnienie sobie niewiarygodnego zróżnicowania systemów językowych na naszej planecie uzmysławia nam, że duch ludzki jest straszliwie stary, że parę tysięcy lat historii utrwalonej w piśmie to zaledwie kropka postawiona ołówkiem na skali mierzącej minione doświadczenia Ziemi, że zdarzenia ostatnich milleniów nie przyniosły niczego odkrywczego ewolucyjnie, że rasa nasza nie dokonała nagłego zrywu, nie doszła do żadnej imponującej syntezy, a tylko igrała paroma formułkami językowymi i paroma poglądami na świat spomiędzy tych, jakie przekazała jej w testamencie niewyobrażalnie rozległa przeszłość.”

DALEJ

/