No to kto by to napisał? – powiedział Costello wyszukując ludzi na Wschodzie ziemskiego globu.
A czemu ktoś z twojej strony? Niech będzie z Zachodu. Z mojej.
Nie, z mojej.
Z mojej, przemądrzała baryło Twoja!
Odezwała się, wyższa niż mądrzejsza.
No, niech się Nasza nie kłóci. Trzeba ustalić kompromis.
Moja ustąpi – Prychacz pierwszy zrobił krok na zgodę. – Pisarz będzie pisał po angielsku, bo to najbardziej popularny ich język, ale będzie pochodzenia wschodniego.
Amerykański Azjata? Chiński Chińczyk strzela do Naszych, a amerykański Chińczyk o Naszych pisze. Może tak być. Ale żeby był tak dobry, jak ten polski pisarz fantastyczno-naukowy, Stanisław Lem. On był najlepszy! Wszystko co najlepsze jest z Polski! – enigmatycznie rzucił Abbott. – Słyszała Moja jak pewien Chińczyk powiedział: „Język polski to prawdziwa chińszczyzna”, co znaczyło, że to najtrudniejszy język na świecie. A jak najtrudniejszy język to i ludzie najmądrzejsi.
I żeby to było napisane w stylu „Solaris” Lema. Spotkanie dwóch światów, które są zupełnie odmienne i nie potrafią się porozumieć.
Ted Chiang – on się nada, pisze podobnie jak Lem – humanista, nie fantasta. Trochę po chińsku, trochę po angielsku – jakoś Nasze mu przekażą o co chodzi.
To co na początek? Chyba by musiał napisać o heptapodalnym pojmowaniu czasu. O wolności od liniowości czasu. Tak, głównym aktorem w tej historii będzie czas.
W filmie to się nie uda… – z rezygnacją pokręcił głową.
…ale w opowiadaniu – owszem. To będzie historia o heptapodach i naukowcach…
…oraz o matce z dzieckiem! Trzeba załapać ich za serce, wzruszyć, bo normalnie to oni są jak bez serca.
Dziwi się Twoja? Przecież ich doświadczenie jest linearne. Pismo linearne. Ich myślenie jest linearne. Nie znają swojej przyszłości. Nie rozumieją własnej przeszłości. Myślenie w ich języku jest niczym jazda drogą od jednego punktu do drugiego, a nie tak, jak myślenie w uniwersalnym języku niczym pływanie w morzu – kiedy myśl może się udać w dowolnym kierunku lub pozostać na pierwotnym miejscu.
Myśląc w wielowymiarowym, syntetycznym języku uwolniliby się z więzów czasu. Znaliby całe swoje życie, ale stałoby się coś jeszcze… Ich świadomość by się zmieniła. Przestaliby się „szarpać” z życiem, bać się lub pragnąć. Staliby się niczym mistrzowie zen, niczym samurajowie, którzy nie trzymali się kurczowo życia ani nie bali się umierać.