Ach Klaskaczu, szkoda gadać, strzępić mackę po próżnicy… Nawet jeśli Nasze zaczną do nich mówić poprzez opowiadanie czy film to oni wszystko przeinaczą.
Pewnie tak. Powiedzą, że ten film jest o żydach. Oni ich o wszystko podejrzewają. Powiedzą, iż żydzi uważają, że są zbawienni dla ludzkości, która ich nie rozumie. Powiedzą, że dwanaście statków to dwanaście plemion Izraela. Że nasze siedem nóg to menora, żydowski symbol, świecznik. I jeszcze że naszym sposobem komunikacji z ludzkością jest kobieta. Producentami filmu są amerykańscy żydzi, powiedzą. I że nie warto iść do kina na film.
A kto to ci żydzi?
Naród wybrany przez Boga, z którego pochodził Jezus. Do II wojny światowej to polska ziemia była ich domem i to tu narodziła się charyzmatyczna wiara żydowska – chasydyzm. Polski zresztą nie było wtedy na mapach świata. Polscy chrześcijanie i żydzi żyli w zgodzie obok siebie jeszcze za czasów młodości Papieża Polaka.
To czemu teraz chrześcijanie ich nie lubią?
Cóż, kto się lubi ten się czubi. Chrześcijaństwo jest wszczepione w żydowską gałąź. Odcinając się, samo traci siłę i obumiera. Tylko w Jedności może przynieść właściwy owoc.
A czy ktoś potrafi wznieść się ponad te podziały?
Pojedyncze osoby, które nie boją się szukać, dojrzewać przez całe swe życie. Ostatnio ktoś taki odszedł. Wielki poeta, muzyk i bard, Leonard Cohen. Ów Żyd miał szalenie barwne życie. W młodości był hippisem. Alkohol, narkotyki, wolna miłość – nic nie było mu obce. Amy Adams właśnie zagrała w filmie opowiadającym życie kochanki Leonarda. Ciekawe jak będzie wyglądała jako sławna, ale niezbyt ładna Janis Joplin. Ach, piękna historia jak Cohen i Joplin poznali się w windzie „Hotelu Chelsea”.
To takie ważne?
Nie ważne, ale wzruszające. „Hotel Chelsea” to tytuł piosenki, którą dla jej pamięci napisał po jej śmierci.
Cohen z wiekiem dojrzewał. Pozostał wierny wierze żydowskiej choć zakochał się w osobie Jezusa. Pod koniec życia na wiele lat zamknął się w klasztorze zen. Był twórczą, pełną wrażliwości postacią światowej sceny. Swoim odejściem z tego świata pokazał klasę swego człowieczeństwa. Z punktu widzenia chrześcijan pozostał niedoszłym chrześcijaninem, ale tak naprawdę to on, Żyd pokazał chrześcijanom na czym polega istota chrześcijaństwa. Sednem chrześcijaństwa nie są obrzędy czy publiczna deklaracja, ale miłość do Chrystusa, osobista relacja z Bogiem-człowiekiem taka jak w przypadku Cohena.
Polak?
Nie… – zaśmiał się Abbott – …prawie. Był uwielbiany w Polsce, bardziej niż w swojej ojczyźnie. Zresztą miał polskie korzenie jak obecnie bardzo wielu żydów na całym świecie.
Obaj zasłuchali się w Hallelujah i tkwili w niemym zachwycie.