Odnowa ziemi

Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa.
czytaj w pdf

Telefon Taty 1 zeszyt

Dzwoni telefon taty, gdy mam iść do szkoły. Można gadać przez telefon. Można robić zdjencia i nakręcać filmy. Można wysyłać SMS i zdjęcia.
całość

Dzienniczek

Na początku nie był to prawdziwy dziennik, a tylko tekst w formie podobny do Dzienniczka św. Faustyny. Dopiero pod koniec tekst zaczął przechodzić w prawdziwy dziennik, ale dalej pisany na luźnych kartkach. Po rozpoczęciu pisania prawdziwego dziennika w brulionie to dziełko literackie nie było już zmieniane i pozostało niedokończone. Szkoda, bo każdego dnia miał pojawiać się cytat z Dzienniczka Faustyny. Zostały tylko cztery cytaty, ale dzięki temu brzmią one bardziej doniośle.
całość

Kamień i rzeka

I
KAMIEŃ

Wysoko na górskim zboczu leżał kamień. Nie, nie był to jakiś cenny czy święty kamień taki, jak na przykład Hadżar – czarny meteoryt do którego pielgrzymują wszyscy Muzułmanie, bo wierzą, że przyniósł go sam archanioł Gabriel. Nie, nasz kamień to najzwyklejszy, w niczym nie różniący się od innych, bezwartościowy, szary głaz. Po prostu na stromym zboczu wysokiej góry obok dziesiątków innych, podobnych leżał sobie pewien kamień.
W życiu tego kamienia nie było niczego dziwnego czy nadzwyczajnego. Żył samotnie. Tak jak każdy kamień niczego od innych nie oczekiwał i niczego innym nie dawał. Rzecz to przecież wśród kamieni oczywista i gdyby nie to, co się wydarzyło, a o czym zaraz opowiem, trwałby nieświadomie w tym kamiennym losie po wsze czasy. Czytaj dalej „Kamień i rzeka”

Dersu Uzała mikroadaptacja

1

Nazywam się Polikarp Olientiew. Historia, którą chcę wam opowiedzieć zaczyna się w roku 1902. Miałem wtedy 26 lat. Byłem mężczyzną średniego wzrostu, dobrze zbudowanym. Miałem jasne włosy, wydatne rysy twarzy i niewielkie wąsy. Służyłem w armii jako strzelec, a nie chwaląc się byłem jednym z najlepszych. Stacjonowałem we Władywostoku, zwanym „Perłą Wschodu”, niepodobnym do żadnego z miast syberyjskich. W malowniczym porcie pośród okrętów wojennych i statków handlowych uwijały się zgrabne dżonki chińskie. Spotykało tu się japońskich kupców, chińskich i koreańskich rybaków, norweskich poławiaczy wielorybów, amerykańskich handlarzy oraz włóczęgów z całego świata czujących się doskonale w każdej szerokości geograficznej. Zapach dalekich mórz mieszał się w tym niezwykłym mieście z zapachem pierwotnej tajgi, która wciskała się tu wszystkimi porami. O krok od miasta pasły się stada dzików, a zdarzało się nieraz, że zgłodniały tygrys zapędził się aż między domy. Ulica Tygrysia stąd wzięła swoją nazwę, iż tutaj właśnie, spośród kompanii wojska, tygrys porwał żołnierza. Czytaj dalej „Dersu Uzała mikroadaptacja”

Przydrożne latarnie

MISJA

My, autorzy tej strony jesteśmy grupą ludzi, którzy przez lata byli na Drodze Neokatechumenalnej i odeszli od niej. Jesteśmy wspólnotą, która wyzwoliła się spod władzy neo-systemu. Co więcej uważamy, że jesteśmy ofiarami Neokatechumenatu. Naszym celem jest głoszenie prawdy o ciemnej stronie Drogi. Ta witryna internetowa jest dedykowana właśnie takim ludziom jak my – ofiarom Neokatechumenatu oraz ich rodzinom. Czytaj dalej „Przydrożne latarnie”

Jak mnie przemieniła Święta Rodzina

Ap 3,20

Prawdziwego pijaka można poznać zawsze po jednym. Prawdziwy pijak bowiem przechwala się, że w swoim życiu pił już wszystko. Czy rzeczywiście pił od Napoleona po wodę kolońską lub coś jeszcze bardziej szokującego to już inna kwestia. Na szczęście ja się tak nigdy nie przechwalałem, a przynajmniej nie pamiętam tego. Nigdy nie stać mnie było na drogie trunki, a z drugiej strony nigdy nie upadłem tak nisko, by pić co popadnie. Tego dnia, który tu chcę opisać miałem w portfelu tyle akurat, by kupić sobie wino, jakie kupuję zazwyczaj, gdy dopadnie mnie zły nastrój. I wszystko byłoby tak jak zwykle, gdyby nie to, że gdy już stałem przy ladzie sklepu monopolowego coś mnie podkusiło. Wybrałem jak się okazało wino szczególne. Czytaj dalej „Jak mnie przemieniła Święta Rodzina”