Jestem głodny życia. Czasami aż fizycznie mnie skręca. Czuje brak czegoś. Ssanie podobne do uczucia zwykłego głodu. Innym razem mam chandrę - opłakuję zmarnowany czas mego życia, najlepsze lata. Mimo tego, że jest to bolesne odczucie i że w pełni zdaję sobie z tego sprawę, nie potrafię się życiem nasycić. Coś mnie powstrzymuje przed tym, by "naszykować sobie coś do jedzenia" i tą strawą życiową się najeść.
Nie jestem w tych odczuciach odosobniony. Podobnie czuje się wielu ludzi, których znam. Być może nawet zdecydowana większość z nas cierpi na tę przypadłość. Dlatego chciałbym się dowiedzieć jak temu można zaradzić. Po prostu jak żyć, by być usatysfakcjonowanym? Bardziej zadowolonym z siebie, ze swojego życia, pracy, rodziny...
Ktoś powie, że powodem jest brak pieniędzy. W jakieś mierze pewnie tak, ale zbyt często wpadamy w błędne koło: nie mam pieniędzy więc jestem nieszczęśliwy, jestem nieszczęśliwy więc nie potrafię znaleźć dobrej roboty, nie mam pracy więc nie mam pieniędzy. Po drugie znam ludzi majętnych, a wcale nie wyglądających na szczęśliwych. Po trzecie zaś sam często nie sięgam po rzeczy, które mogłyby mi dać satysfakcję pomimo że mnie na nie stać.
Jestem przekonany o tym, że przyczyn należy szukać nie gdzieś na zewnątrz tylko w nas samych. Dokonam tych poszukiwań na elektronicznych łamach tego pisma. Będę jej szukał w książkach, w kinie, będę pytał ludzi, którzy wyglądają na usatysfakcjonowanych, będę pytał siebie i innych czemu nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Niech mnie i Wam przyświeca przesłanie: Każdego dnia robię coś, co moje życie czyni jeszcze bardziej satysfakcjonującym!