Ci, którzy oglądali dziś (piątek, 16 grudnia, TVP1) zabawny film o
Łowcy krokodyli być może – tak jak ja – zajrzą na www.australiazoo.com.au. Obrazek pochodzi z www.australiazoo.com.au/australia_zoo/visitus/tiger_temple.html. Mówi sam za siebie. Kraj Przymorski (Ussuryjski), tam gdzie żył Dersu to ta różowa duża plama w prawym, górnym rogu.

Ze strony:
The tiger is a triumph of evolution; it has taken millions of years to adapt to the beautiful, awe-inspiring predator we have today. Once roaming over nearly one fifth of the earth’s land, the tiger has been pushed into small isolated islands of habitat, often surrounded by a sea of humanity.
“How many tigers are left in the wild?” is a common question asked at Australia Zoo, and to give an honest answer – nobody really knows! Due to their elusive nature, accurately counting tigers is very difficult.
What we do know is that the tiger is on the brink of extinction. In the last sixty years we have lost three sub-species of tiger. The Balinese, Caspian and Javan tigers are gone forever. Just 100 years ago it is estimated that there was over 100 000 tigers in the vast forests of Asia, today it is possible that fewer than 5000 remain.
Spotkała mnie przykra niespodzianka ze strony rosyjskiego sklepu, w
którym dotąd kupowałem filmy i książki o Dersu. Wprowadzili
ograniczenie wysyłki Dersu do terenu Rosji. Nie znam się na polityce.
Nie rozumiem tego. Powinni się wedle mnie cieszyć, że zarabiają, że
kultura rosyjska idzie w świat… To utrudnia moje plany popularyzacji
Dersu Uzały w Polsce. Może napisać do nich pismo, że w Polsce są fani
Dersu? Film oferuje też księgarnia Kultura Rosyjska, tylko że drożej.
Cóż, jeśli będzie duże zainteresowanie to może załatwię dużą ilość
przez Swietłanę Munzuk, zobaczymy.
Tymczasem jedno DVD wystawiłem na allegro. Jest już chętny.
A dziś miła niespodzianka! Na bezdrożach tajgi poszło za 81zł! Prawie
dwieście wyświetleń strony z aukcją. Myślę, że to zasługa mojej pracy
nad stroną. Co ciekawe sam ostatnio kupiłem egzemplarz Na bezdrożach
tajgi za 2zł! Na świstaku. Nikomu nic nie mówiłem – wstyd mi, ale się
cieszę. Wreszcie mam komplet: wydanie polskie i wydanie rosyjskie.
Przydałoby się jeszcze w języku angielskim. Ostatnio była okazja kupienia za około 50zł – tanio, ale… odpuściłem sobie.
Pytam się gdzie są dla mnie kwiaty, gratulacje, nagrody lub choćby uściski dłoni? Co? A kto inny zrobił w internecie tyle dla Dersu co
JA?!
A mówiąc już bardziej poważnie… podsumowanie.
Powoli kończę pracę nad stroną. Materiały się wyczerpują. Zaczynam już nowy etap pracy. Chcę bardziej wyjść z Dersu do ludzi. Pierwszy krok to sprowadzenie filmu na DVD do Polski. W przyszłości chciałbym doprowadzić do pierwszego jednotomowego wydania Arsenjewa. I albo będzie to wydanie specjalne, albo do zwykłego wydania chciałbym dołączyć coś ekstra, w formie cienkiej książki lub broszurki. Były by tam materiały o Dersu (fotografie, fragmenty listów itp.), a także moje teksty, moje przemyślenia, coś autorskiego… Jest juz tego całkiem sporo.
W listopadzie:
Strona miała średnio 13 odwiedzających dziennie.
Trochę ponad 100 osób przeszło przez linki w wikipediach.
159 osób dodało stronę do ulubionych.
Wśród odwiedzających takie kraje, jak Hong Kong czy Izrael.

Jeśli pamięć mnie nie myli, to wyczytałem kiedyś, że wpierw książki Arsenjewa były publikowane jako części, w gazecie. Następnie najpierw opublikowano pierwszą część przygód Kapitana i Dersu, „Po Ussuryjskim Kraju” (polski tytuł to „Na bezdrożach tajgi”), a potem dopiero drugą część, już pod zdecydowanym tytułem „Dersu Uzała”.
Niestety ten podział, który powinien był szybko zaniknąć, ciągnie się do tej pory za Dersu, niczym kula u jego nogi. By nie być gołosłownym podam konkretny przykład. W Bibliotece Śląskiej są cztery egzemplarze „Dersu Uzała” (czyli drugiej części) – trzy polskie tłumaczenia i jedno wydanie w języku rosyjskim (białoruskiego wydawnictwa Mińsk z roku 1978). Oczywiście pierwszj części nie ma w ogóle.
Ilustracja z wydania białoruskiego.
Jeszcze do niedawna pewnie przeszłaby niezauważona przez allegro książka „Na bezdrożach tajgi”, ale już nie… Moja praca chyba nie idzie na marne, bo jest wielu chętnych, by tę książkę kupić.
Gdy przeglądam zwyczajowe albumy na prezenty, książki typu „Cuda natury” czy „Najpiękniejsze miejsca świata” to ciekawe, ale zwykle nie ma tam nic o Syberii. Wydaje się, że Syberia jest ciągle białą plamą na mapie świata, zaledwie przeciętą linią kolei transsyberyjskiej. Dalekowschodnia Azja to dla nas południowa i środkowa jej część: głównie Indie, Himalaje i Chiny. Szczególnie dla nas, polaków Syberia kojarzy się z „zesłaniem na Sybir”, z sybirakami…
Kto słyszał o Kraju Przymorskim albo o Tuwie?
I jeszcze w temacie „Dersu a sprawa polska” ciekawostka: W
wikipedii tego nie podają, ale u mnie przeczytacie, że sto lat temu koleją transsyberyjską można było przejechać z Władywostoku do… Warszawy lub – oczywiście – na abarot. Była to niewątpliwie najdłuższa podróż kolejowa w świecie. Obecnie przejazd z Moskwy do Władywostoku trwa około 7 dni. Ach, marzyłoby się pojechać…
Счастливого пути!
Moje archeologiczno-internetowe poszukiwania (czasem czuję się niczym Indiana Jones) dają nieraz zaskakujące rezultaty. Bowiem czyż nie jest to niesamowite, że Dersu jest na liście 100 najlepszych filmów (w kategorii „wartościowy”) ułożonej na stulecie kina przez… Watykan, a z drugiej strony Dersu jest w bibliotece pewnej amerykańskiej organizacji… komunistycznej? I ani jedno, ani drugie mnie nie dziwi! Zupełnie to rozumiem, ale nie wiem czy umiałbym to uzasadnić…
Otóż różne cywilizowane ideologie często bazują na tym, co w człowieku jest pierwotne, naturalne… Oczywiście zapytacie co to znaczy „pierwotne”, „naturalne”. Myślę, że tymi określeniami można nazwać człowieka takiego jak Dersu – wyrosłego i żyjącego w małej, plemiennej grupie ludzi.
Dobroć Dersu, potrzeba dzielenia się z innymi, troska o nieznajomych ludzi i zwierzęta, troska o tzw. środowisko naturalne to wszystko wypływało w przypadku Dersu z serca, a nie z głowy. To nie była ideologia, ale wynik nieskażonego cywilizacją wychowania i niesłychanie trudnych warunków życia.
Dobroć na którą my sobie czasem „pozwalamy” w imię „wartości chrześciajańskich”, ideologii komunistycznej, ekologicznej itp. jest naprawdę żałosna. Tak, jestem żałosnym człowiekiem. Gdybym miał odwagę porównać się do Dersu to chyba bym zapłakał nad sobą.
Jest wiele różnych spraw, które ogólnie można nazwać mianem cywilizacja. Otóż cywilizacja zatruwa nam serce. Spycha serce gdzieś daleko w głąb. To umysł jest najważniejszy, Ja, ego, wola… Często szlak mnie trafia, gdy słyszę samego siebie, zaczynającego każde zdanie od „Ja”. Często myślę: jak taki beznadziejny człowiek śmie pisać coś o Dersu. Nie dorastam mu do pięt.
Co, nie rozumiecie tego jeszcze? Tacy ludzie jak Dersu to dla nas przybysze z kosmosu! Przybysze ze świata, który ginie. Świata, który MY zadeptujemy naszymi butami. Nierozumiemy ich. Ich mądrość nie trafia do nas. Potrzebujemy jakiegoś filtru, jakiegoś przekaźnika, jakiegoś translatora… Takimi filtrami są komunizm, chrześcijanizm, ekologia… Trzeba to jakoś nazwać, zaizmować, żeby była jakaś szansa dostrzeżenia przez nas – ludzi (pożal się boże) cywilizowanych.
I tak też się stało z Dersu. Już Arseniew w swej książce (pisanej przecież za czasów komunistycznych) wspomina o „pierwotnym komuniźmie Dersu”. Ale to nie razi. W liście z 1924 roku do W.G. Bogorazu napisał: „…ja opisał pierwobytnyj kommunizm, osobuju taeżnuju etiku, delikatnost tuziemca, kotorogo jeszcze nie kosnułas ciwilizacja bolszowo goroda. Dersu dejstwitielno pogib tolko potomu, szto ja ubieł jego iz tajgu w gorod. Ja do sich por nie mogu siebie etogo prostit…”
Film Babayana, nakręcony w 1961 roku, pierwsza, rosyjska adaptacja książek Arsenjewa, próbował wykorzystać tę historię dla komunizmu. Wydaje mi się, że są w tym filmie pewne małe zgrzyty, ale nie zależy mi na tym, by ten film jakoś krytycznie oceniać. Staram się widzieć w nim to, co piękne i dobre.
Prawda jest okrutna. Każdego dnia zabijamy Dersu. Fizycznie lub psychicznie. Jak to możliwe? Choćby zabijamy Dersu w każdym dziecku. Odbieramy pierwotną, naturalną naiwność, mądrość, miłość, dobroć, a dajemy… co? Ideały religijne, którymi sami wcale nie chcemy żyć. Gdzie, pytam się, gdzie jest ta miłość bliżniego, chęć wyrzeczenia się siebie i wszystkiego, co twoje, które co niedziela Jezus pokazuje ci swoim przykładem?! Jest rozsądnie mieć konto w boskim banku, żeby w razie potrzeby skorzystać z pomocy, ale tak naprawdę to myślisz sobie: mogę się do ciebie pomodlić, ale do mojego życia się Jezu nie wtrącaj.
Co chcę powiedzieć? Może to, że zupełnie źle widzimy granice. Zupełnie źle oceniamy sytuację na polu bitwy. Nie tam gdzie trzeba dostrzegamy wrogów i przyjaciół. Chrześcijaństwo przeciwstawiamy komunizmowi, ale to błąd. Ta granica przebiega w nas. W nas samych, a nie gdzieś na zewnątrz.
Do cholery, bądź sobie chrześcijaninem, jak chcesz bądź sobie komunistą, bądź markso-katolikiem, bądź sobie kim chcesz, ale bądź też… człowiekiem. Dorośnij do człowieczeństwa. Walcz o to, by twoje serce było czyste, było dziecięce.
Powieś sobie na ścianie obrazek św. Frańciszka, Buddy, Lenina…, ale nie po to, by walczyć z ich cieniami, a po to, by walczyć z samym sobą! Walczyć z własnym egoizmem, wygodnictwem, przemądrzalstwem, porządliwością, materializmem…
To przecież Ja strzeliłem do Dersu, Ja go zabiłem. Skruszony próbuję budować mu pomnik. Staram się być dobrym chrześcijaninem, (choć równie dobrze mógłbym starać się być dobrym komunistą, buddystą, wsie rawno). Lecz czy staje się lepszym człowiekiem?
Uważamy się za ludzi. Każdy z nas myśli o sobie, że jest człowiekiem. Czy jednak jest tak rzeczywiście? Czy pomiędzy pojęciami „człowiek” i „człowieczeństwo” nie ma pewnego rozdźwięku, a nawet przeciwieństwa? Chcę dać kilka przykładów do przemyślenia na poparcie takich przypuszczeń…
1.
Gustaw Holoubek w czasie swojego spotkania z Janem Pawełem II tak pomyślał (cytuję z pamięci): „Oto ktoś, komu Bóg w swojej łaskawości pozwolił stać się człowiekiem”.
2.
Hermann Hesse we wstępie do „Demiana” napisał, że wcale w pełni ludźmi nie jesteśmy. Nie jeden z nas jest na wpół rybą czy innym zwierzem.
3.
Wstęp do „Zen w sztuce łucznictwa” napisany przez D. T. Suzuki. Adept zen poprzez praktykę buddyzmu z czasem staje się podobny do chmur, deszczu, wiatru i w końcu żyje tak samo jak wiatr, jak liść, jak drzewo…
4.
Dersu jest na drugi krańcu tej filozoficznej mikro-podróży. Dersu nazywał ludźmi i góry, i lasy, i ogień, i dzika, i słońce, i wiewiórkę… Uczłowieczył wszystko. Tylko o niektórych ludzkich ludziach mawiał: „jego zły ludzie, taki ludzie w tajdze szybko przepadnie”.
Tak to czuję: „człowieczeństwo”, „człowiek”, „ljudi” to pojęcia do których muszę dopiero dojrzeć. Stać się dobrym synem, mężem, ojcem, przyjacielem, synem bożym… I może kiedyś u schyłku swojego życia stanę się człowiekiem i usłyszę, gdy ktoś powie o mnie: „jego dobry ludzie”.
Właśnie zajrzałem w księgarnii do książki wydawnictwa Elipsa „1001 filmów, które warto zobaczyć”. Streszczenie filmu Kurosawy, które tam jest zamieszczone to… zbiór bzdur. Nie będę ich wyliczał. Dla przykładu autor nazywa Dersu Uzałę „chłopem”, a nie myśliwym. Wygląda na to, że autor/autorzy przygotowywali książkę w ten sposób, iż czytali jedną/dwie recenzje, w języku bliżej sobie nieznanym i dodali od siebie trochę prozy/fantastyki. Zniesmaczyłem się tą książką okropnie, łe!
Podsumowując… Autorzy wspomnianej publikacji paradoksalnie napisali świetną książkę DLA SAMYCH SIEBIE! W istocie jest to „1001 filmów, które warto zobaczyć”… zanim się napisze coś o nich.
Po 45 latach od wydania trafiła do mnie pierwsza część przygód Dersu i Arsenjewa. Książka w stanie niemal idealnym. Z obwolutą, a nawet obłożona papierem pakowym. Kupiłem ją za jedyne 2 złote.
Przy okazji przypominam zainteresowanym, że zbieram zamówienia na film Kurosawy „Dersu Uzała” na DVD. Koszt około 55zł.