Góry, wędrówka, przyjaźń… nasze tęsknoty

To znamienne, że gdy ktoś wspomina o Dersu – czy to gdzieś na internetowym forum, czy w liście do mnie – to słychać w tych słowach tę samą melodię, z nutą głębokiej sympatii, a nawet miłości, miłości do kogo…? Hm. To zadziwiające. Do kogoś, kogo nie mogliśmy osobiście poznać! Tak, kochamy kogoś, kogo znamy tylko z opowieści, a mimo to, jest to miłość autentyczna. Może właśnie dlatego, że jest ona związana z tym, co w nas głęboko tkwi: z miłością do gór, do natury, wędrówki, przygody, przyjaźni… Opowieść o Dersu jest uniwersalna. Nie zna granic, bo jak ziemia długa i szeroka ludzie tęsknią za prawdziwą przyjaźnią „na śmierć i życie”, za przygodą, za wędrówką…

„Maja zdies sidi wsie rawno utka. Kak możno ljudi w jaszczikie sidiet? Ljudi nado postojanno sopka chodi, strieljaj. – Moja siedzi tu niby kaczka. Jak można ludzie w skrzynce siedzieć? Ludzie trzeba zawsze góra chodzić, strzelać.” Nic dodać do słów Dersu, gdy zmuszony przez chorobę oczu musiał schronić się w domu Kapitana. W pewnym sensie rzec można, że lepsza śmierć w górach, niż życie w złotej klatce.

Gorąco Cię zachęcam do poszperania po mojej stronie o Dersu, bo pokazuje ona, że jest to temat bardzo szeroki. To nie tylko film Kurosawy – piękny, ale jednak opowiadający tę historię w sposób skrótowy. Tradycyjnie przede wszystkim namawiam do przeczytania książek Arsenjewa, a jako że są praktycznie niedostępne to chętnym oferuję w tym swoją pomoc.

Ta rozległość tego tematu to pewien problem dla mnie:) Od trzynastu lat próbuję opisać Dersu i wciąż szukam nowych środków wyrazu. Kilka dni temu stworzyłem blog, bo doszedłem do wniosku, że brak jest na tej stronie żywego, „blowowego” słowa. Myśli, które często rodzą się w korespondencji z fanami Dersu warto przecież też zamieścić na forum, dla innych.