Pisze Stanisław Maria Saliński („Ptaki powracają do snów”):
Lata 1895-1905 to okres fali przodującej inteligencji polskiej, płynącej na tamte wspaniałe, dalekie ziemie. Władywostok – to przecież Polacy zbudowali…”
Cytat ten pochodzi z książki opowiadającej o życiu inż. Kazimierza Grochowskiego, geologa – poszukiwacza złota, archeologa amatora, podróżnika… Autor książki Edward Kajdański, urodzony w Harbinie (Chiny, d.Mandżuria) osobiście znający bohatera z czasów swej nauki w gimnazjum uratował od zapomnienia jego dorobek.
Książka ta, „Fort Grochowski” rzuca światło na wszystko to, co w książkach Arsienjewa jest tylko złowrogim cieniem, z którego w finale padają tragiczne strzały w kierunku Dersu Uzały. Albowiem za czasów młodości Dersu tereny Kraju Ussuryjskiego były zamieszkałe tylko przez tubylcze ludy. Między innymi to właśnie o nich Grochowski pisał, „iż dzięki wrodzonemu łagodnemu charakterowi, uszlachetniajcemu wpływowi przyrody, wśród której żyją przez cały rok, dzięki oddaleniu od zepsucia, które szerzy pseudo-europejska kultura, należą oni do najuczciwszych i najporządniejszych ludzi, jacy gdziekolwiek istnieją. Wiele plemion nie rozumie zupełnie, co to znaczy kradzież, a w językach niektórych szczepów nie ma np. w ogóle słowa kłamca, gdyż występki takie są dla nich niezrozumiałe.”
Kolonizacja Władywostoku rozpoczeła się w 1860 roku. Z czasem do Kraju Ussuryjskiego napływało coraz więcej ludzi „cywilizowanych”, którzy przyczyniali się do rujnowania istniejącej tu harmonii przyrody i ludzi. Okres śmierci Dersu to lata panującej tam gorączki złota.
Edward Kajdański pisze, iż Arsienjew z Dersu i Grochowski byli na wyprawach w tym samych miejscach tajgi, w roku 1907 – w nieodległym czasie. Grochowski i Arsienjew zresztą znali się, korespondowali, lubili się.
