Ja i moja Strona startowa Neo-Commentariolus

Tak właściwie niniejsze opowiadanie powinno się zaczynać bardzo poważnie. We wstępie trzeba żeby zostało wyraźnie powiedziane, że w pewnym bliżej nieokreślonym mieście (nazwę je tymczasem Z.) znajduje się jeden z największych odbiorników radiowych sygnałów z kosmosu.

Jest to fakt dość ważny dla fabuły mego opowiadania... Hm? Nawiasem mówiąc mam wątpliwości czy to, co chcę napisać można uznać za opowiadanie, skoro prawie nie ma tu akcji. Na domiar złego nic a nic nie wiem o tych gigantycznych antenach odbierających "programy radiowe nadawane przez kosmiczne rozgłośnie". Nie mam zielonego pojęcia czy taki odbiornik można wykorzystać jako nadajnik. Później, gdy będę miał wolną godzinkę, poczytam trochę na ten temat. Gdyż teraz już nie mogę powstrzymać się od przedstawienia Ci mego opowiadania, bo chyba jest to opowiadanie, mimo że z niezwykłą fabułą. Lecz nie uprzedzajmy wypadków...

Któregoś dnia, kiedy w ośrodku radioastronomicznym w Z. prowadzono normalne badania, zdarzyło się coś niezwykłego. Otóż pracownicy tego ośrodka ni stąd ni zowąd zostali uśpieni czy też zahipnotyzowani. Gdy po jakimś czasie odzyskali świadomość, było im wcale nie do śmiechu. Mało tego! Po kilku minutach ich zdziwienie przerodziło się w osłupienie, bowiem do ośrodka zaczęły napływać informacje mówiące, jakoby z tego regionu świata nadano w kosmos serię sygnałów o wielkiej mocy. Nie mogło być wątpliwości - sygnały nadano z ośrodka nasłuchowego w czasie, gdy pracownicy tegoż ośrodka byli uśpieni.

Początkowo sprawą zajęła się lokalna policja, lecz po krótkim dochodzeniu przejęło ją wojsko. Szybko ustalono, że ze stacji w Z. nadano jakiś zaszyfrowany komunikat. Sprawę więc powieżono wojskowym kryptologom. Pierwsze ich próby nie dały pozytywnych rezultatów. Dopiero gdy kryptolodzy zaczeli badać komunikat od końca ze zdumieniem odkryli, iż ostatnia jego część jest zapisana w kilkudziesięciu językach i stanowi jak gdyby zbiór podręczników do nauki tych języków.

Do pomocy trzeba było wezwać lingwistów. Dzięki ich wspólnej pracy ustalono, że są to podręczniki kilkunastu współczesnych języków indoeuropejskich, kilku języków Indian amerykańskich, japońskiego, chińskiego, starochińskiego, greki, łaciny, interlingwy, esperanta oraz kilku języków komputerowych. Języka, czy też języków w jakich zostały napisane te podręczniki lingwistom nie udało się zidentyfikować. Wedle wszelkich podejrzeń były to... języki jakiejś cywilizacji pozaziemskiej.

Oczywiście, rzecz całą ukryłby mrok tajemnicy wojskowej, gdyby nie odkryli jej łowcy sensacji - reporterzy. Według ich doniesień ten międzyplanetarny przekaz miał być "raportem o naszej planecie" sporządzonym przez "kosmiczną grupę badawczą" pochodzącą z planety "Uit.K." Jak wkrótce okazało się nie było to całkiem zgodne z prawdą. Pierwsze doniesienia prasowe były bowiem tyleż sensacyjne, co niedokładne. Niniejszy artykuł opieramy na sprawozdaniu z konferencji prasowej Vincenta Vermeera, profesora Uniwersytetu Harvarda, laureata Nagrody Nobla, który pracuje w głównej, sześćdziesięcioosobowej grupie tłumaczącej. Przetłumaczenie raportu tzw. Uitkańczyka okazało się szalenie trudne, ponieważ - jak twierdzi Vermeer - "język, czy też języki pozaziemskiej cywilizacji mają inną gramatykę niż nasze języki. Częstokroć w językach tych cała wypowiedź na jakiś temat stanowi nierozerwalną konstrukcję. Taką budowę wypowiedzi można by porównać do budowy krzyżówki, jakie drukowane są w popularnych gazetach. Streszczenie tekstu tak napisanego jest niemożliwe." Wynika z tego, że każdy kosmita zanim otworzy usta musi mieć już całą wypowiedź dokładnie opracowaną. Taki język chroni mówcę przed palnięciem jakiegoś głupstwa.

"W innych wypadkach - kontynuuje Vermeer - istota pozaziemska często jednym znakiem określa nie tylko jedno pojęcie, [jak to czynią Chińczycy - przyp. red.], lecz jedno zdanie, a nawet jedną wypowiedź". Zrozumienie tak zapisanej wypowiedzi następuje, ponoć, w jednej chwili, na zasadzie olśnienia. Do takiego zrozumienia potrzebne są zdolności umysłowe, których jeszcze nie posiedliśmy.

Vermeer podaje inne, jeszcze bardziej zadziwiające przyczyny trudności jakie napotkano przy tłumaczeniu gwiazdowego listu. Mianowicie twierdzi on, że Uitkańczyk potrafi zmienić język w jakim formułuje treść w zależności od rodzaju tej treści. Według niego mieszkańcy planety Uit.K. w pełni wprowadzili w życie twierdzenie Marshalla McLuhana "medium is a message" (środek przekazu jest przekazem). Na potwierdzenie swych domysłów przytacza opinię współpracujących z nim cybernetyków, którzy rozkodowali część zakodowanych w raporcie dźwięków oraz ruchomych trójwymiarowych obrazów, na których widnieje ów Obcy. Ma to być dowód na to, że sztuki takie jak muzyka, malarstwo, taniec, pantomima, które my uważamy za zamienniki języka słów, dla nich są innymi, nieprzetłumaczalnymi systemami przekazu, które uzupełniają się z tradycyjnymi językami. Zatem prawdopodobnie każdy Uitkańczyk porozumiewa się nie tylko mówiąc tudzież pisząc, ale także grając na instrumentach muzycznych, rysując itp. Idea to doprawdy ciekawa. Niestety, Vermeer powołując się na tak wątpliwy autorytet, jakim jest McLuhan, nie przysparza jej wiarygodności. Niemniej nie dość na tym. Vincent Vermeer idzie dalej w swych domysłach. Snuje on podejrzenia, jakoby gwiezdny przybysz zakodował nie tylko symbole dyskursywne i przedstawieniowe, ale także... żywą materię wraz z uczuciami! Gdyby tak było odbiorcy przekazu w swoim świecie mogliby wiernie odtworzyć naszą rzeczywistość, czyli stworzyć bliźniaczą Ziemię i dosłownie wczuwać się w nas! "Jest to najbardziej bezpośredni przekaz treści, bo umożliwia on bezpośrednie zrozumienie innej istoty" - stwierdza Vermeer. Co prawda Virtual Reality, czyli rzeczywistość fikcyjna, choć możliwa, stała się rzeczywistością, a nie marzeniem fantazjujących pismaków, ale przekazywanie kodu genetycznego materii razem z uczuciami na inną planetę to doprawdy zbyt dużo fantazji, nawet jak na opowiadanie science-fiction.

Lepiej trzymajmy się faktów, niż domysłów Vermeera. Faktem zaś jest, że Uitkańczycy niektóre treści zapisują na kształtach przestrzennych. Jest to swoiste połączenie rzeźby z literaturą, które można by porównać jedynie do naszego globusa. Gdy pragną wyrazić twierdzenie posiadające dwie strony, to dosłownie zapisują je na dwóch stronach kartki. Podobnie, gdy piszą o uzupełniających się przeciwieństwach, ich pismo rozchodzi się pod kątem 90 stopni. Natomiast gdy piszą o wykluczających się przeciwieństwach, części ich pisma są sobie przeciwstawne. [Drobne tego przykłady znajdą Państwo dalej.] W taki sposób potrafią zapisywać długie teksty. My musielibyśmy użyć do tego celu rolek papieru, chociaż i tak było by to trudne zważywszy, iż koncepcje różnorakiego typu występują obok siebie. W rezultacie, zamiast poręcznej książki, musielibyśmy drukować tekst na wielu rolkach różnorako ze sobą połączonych, które po rozwinięciu tworzyłyby istny labirynt.

Inną przyczyną trudności w tłumaczeniu jest fakt, iż język jakim posługuje się Uitkańczyk, w odróżnieniu od naszego języka, zaznacza wewnętrzną głębię wszelkich istot. Tę przeszkodę udało się tłumaczom w pewien niezwykły sposób pokonać. Otóż to, co my określamy jako "ja autentyczne", "uniwersalną jaźń", "nieśmiertelną duszę" albo tym podobnie, kosmita w swym języku określa po prostu jako "ja". Z kolei to, co my potocznie określamy jako "ja", a co psycholodzy określają jako "ego", "umysł" etc., cudzoplanetowiec określa słowem, które przetłumaczono tu jako "osoba" (np. "osoba człowieka"). Natomiast dla określenia całości jednostkowego bytu używa ogólnych określeń (np. "człowiek"). Nie takie to skomplikowane, jak mogło by się na pierwszy rzut oka wydawać. Niebawem przekonacie się Państwo o tym sami, albowiem oto mamy przyjemność przedstawić Wam pierwszy zbiór fragmentów raportu "O planecie Ziemia".