Teraz wyobraź sobie, że się spotykamy. Wymieniamy zwyczajowe
"dzień dobry", podajemy sobie ręce i rozpoczynamy najzwyklejszą
pogawędkę.
- Jak się ma dzisiaj twoje ciało? - pytam.
- Moje ciało czuje się dziś dobrze - odpowiadasz zupełnie naturalnie.
- Co dzisiaj twoja osoba zamierza robić? - pytam.
- Moja chce poczytać tę przygodową powieść - mówisz wskazując na
książkę - Mój umysł lubi czytać książki przygodowe. A twoja
osoba jakie ma teraz plany?
- Moja idzie na zakupy - odpowiadam.
- No to do zobaczenia - mówimy sobie. - Do zobaczenia!
Rozmawialiśmy o prozaicznych, nieistotnych sprawach, lecz
w niezwykły sposób. Z naszych wypowiedzi ulotniły się
gdzieś zaimki "ja" i "ty". I rzeczywiście nasze ciała
widziały się i dotykały, nasze umysły wymieniały myśli,
a gdzieś w środku, w ukryciu pod tymi warstwami byliśmy
my sami. Gdzie?
To znów to samo pytanie: "Kim jestem?" - na
które sam sobie musisz znaleźć odpowiedź. Na tym kończy się
podróż świadomości, w którą próbowałem Cię
zabrać, Przyjacielu. Tylko tyle mogłem dla ciebie zrobić. Być może
uznasz to za nieudany eksperyment, za głupkowate udziwnienie,
które niczego nie zmienia. Według mnie jednak to ma sens.
Wyznam Ci nawet, iż gorąco wierzę w to, że taki sposób
rozmawiania jest o wiele prawdziwszy od tego w którym
zwykle toczymy między sobą rozmowy. Faktycznie jednak nie łatwo
to pojąć zważywszy, że nie chodzi tu tylko
o zaakceptowanie jakiejś nowej idei, ale o przemianę
naszego osobistego sposobu widzenia i rozumienia.
Żyjemy w przekonaniu, że świat jest niesamowicie
skomplikowany, wręcz bezładnie pomieszany. Całe życie szarpiemy się ze
sobą samym nie rozumiejąc siebie, bo tak czynią też inni. Być może
nawet życie większości nas ogranicza się tylko do otoczek, do
zewnętrznych powłok, a nasze wrodzone głębie pozostają uśpione.
Nie jesteśmy tymi ciałami, nie jesteśmy swoimi myślami,
a w potocznej mowie każdego dnia tak twierdzimy. Ciągle
zupełnie nieświadomie utwierdzamy się wzajemnie w błędnym
pojmowaniu siebie i innych. Czemu? Ponieważ tak skonstruowany jest
język, którym mówimy. Nie mamy wyboru.
W dzieciństwie ucząc się mówić jednocześnie uczymy się
myśleć. Przyjmujemy taką koncepcję na świat, jaką w swojej
uporczywości kształtuje w nas język. Język zaś obchodzi się
z nami w bardzo logiczny sposób. Wszystkich nas
sprawnie ustawia: tam jesteś Ty, tu jestem Ja. Rzecz w tym jednak,
że ta nasza wewnętrzna rzeczywistość wcale nie jest taka logiczna
i prosta. Jest z nas przebogata, irracjonalna głębia,
którą język zupełnie spłaszcza. Powstanie każdej religii
i psychologii było kolejną próbą odbudowania w nas
tego, co zniszczył język.
Język - największy twór człowieka, najbardziej skomplikowane
jego narzędzie - jest kwintesencją człowieczeństwa. Język jako mowa
potoczna należy do rzeczy tak dla nas absolutnie oczywistych jak
oddychanie. W tym fakcie tkwi trudność. Nie podejrzewamy bowiem,
że postęp może nastąpić w taki sposób: poprzez
stworzenie oświeconej, przebudzonej nauki o języku
i praktycznym jej zastosowaniu. Zastanawiam się jakimi bylibyśmy
ludźmi, jaką stworzylibyśmy cywilizację, gdyby języki jakimi
mówimy pozwalały nam na odczuwanie wewnętrznego dystansu
i zachęcały nas do codziennego poszukiwania własnej tożsamości.
Być może bylibyśmy mniej rozmowni i towarzyscy, ale za
to bardziej dziecięcy, a zarazem bardziej uduchowieni. Być
może cywilizacja taka byłaby mniej rozwojowa, ale za to też
niej konfliktowa.
Pewnie myślisz, że to czcze gadanie. Ależ nie! Żył już
człowiek, który mówił zmienionym językiem. Zamiast "ja,
ty, on" mówił "moja, twoja, jego". Twierdził, że wszystkie
stworzenia różnią się tylko "koszulą", a w głębi są
takie same. Wszystko czuje. Wszystko myśli - zwierzęta, ogień, chmury.
Wszystko ma swój charakter - nawet drzewo czy kamień. On
widział... Przepraszam. Raczej należy rzec: Jego widziała świat innymi
oczami!
To był Dersu, Dersu Uzała. Po tym myśliwym z kraju
ussuryjskiego pozostały dwie książki napisane przez rosyjskiego
podróżnika i przyrodnika Władimira Arsenjewa oraz film
japońskiego reżysera i wybitnego humanisty Akiry Kurosawy. Warto
poprzez te dzieła poznać tego Oryginała. Warto wzruszyć się historią
przyjaźni Arsenjewa z Dersu. Dla mnie spotkanie z nim było
nadzwyczaj ważne. Skłoniło mnie ono do duchowych i językowych
poszukiwań. Dotarłem do teorii relatywizmu językowego, dzięki czemu
lepiej zrozumiałem przesłanie Uzały.
Listę pożytecznych lektur dla siebie znajdziesz w jednej
z najbardziej wartościowych książek, jakie czytałem - Stephena
Levina "Kto umiera?". Ten tytuł to znów to samo
pytanie: "Kim jestem?" Nie jest to zresztą myśl zbyt oryginalna.
Tak oto o niej pisze Anthony de Mello w swym dziele
"Przebudzenie": "Wielcy mistrzowie powiadają, że najważniejsze
pytanie na świecie brzmi: Kim jestem? Albo inaczej: Czym jest
'ja'? Czym jest to, co nazywam 'ja'? Czym jest to, co nazywam sobą?
Pojąłeś, czym jest świat, a nie zrozumiałeś tego, kim jesteś.
Rozumiesz astronomię, wiesz, co to czarne dziury i kwazary,
znasz informatykę, a nie wiesz, kim jesteś. No tak, wciąż jesteś
pogrążony w śpiączce. Jesteś śpiącym naukowcem. Mówisz,
że wiesz, kim jest Jezus Chrystus, a nie wiesz, kim ty
jesteś! Skąd wiesz, że zrozumiałeś Jezusa Chrystusa? Kim jest ta
osoba, która twierdzi, że wszystko to pojęła?
Spróbujmy wpierw na to pytanie odpowiedzieć. Czyż taka
odpowiedź nie jest fundamentem wszystkiego?"
Mam nadzieję, że zasiałem w Tobie ziarnko zwątpienia
w codziennie wypowiadane przez Ciebie "ja", a może nawet
zainspirowałem Cię do odważnego zajrzenia w głąb siebie. Nie czas,
by litować się nad sobą czy samego siebie oszukiwać. Cierpienie,
które wszystkich nas dotyka ma swój cel
i w jego poszukiwaniu powinniśmy podążać póki życia
starcza. Lecz nawet śmierć nie oznacza końca. Umierając jedynie
zdejmujemy zniszczoną koszulę, by nago stanąć w świetle Prawdy.