Czytelnikowi scenariusza „Cast Away – Czas pandemii” może się wydać, że podle wykorzystałem chorobę gwiazdora kina, Toma Hanksa, by napisać sensacyjny tekst. Pozory jednak mylą, lecz by to wyjaśnić muszę zacząć tę historię od początku – cofnąć się w czasie o dziewiętnaście lat.
W marcu 2001 roku pojechałem z moją żoneczką (nie mieliśmy jeszcze dzieci) do jednego z nowych kin, do Multikina w Zabrzu. To był pierwszy film, który obejrzałem na wielkim ekranie i z super efektami dźwiękowymi. Filmem tym był „Cast Away – poza światem”. Wywarł on na mnie takie wrażenie, że napisałem o nim tekst – to monolog Santinelczyka o człowieku kradnącym czas. Dwukrotnie wracałem do pisania tego tekstu – dziesięć lat później, a potem jeszcze następnych pięć.
W te zimowe ferie będąc w kawiarni w Milówce przeczytałem w jakiejś gazecie artykuł o ludach żyjących w izolacji od cywilizacji. Szczególnie zainteresował mnie Sentinel o którym nigdy wcześniej nie słyszałem i do tego tematu później powracałem czytając informacje o nim w internecie.
W niedługim czasie przyszedł mi do głowy pomysł na bohatera opowiadania, który byłby człowiekiem spoza świata jaki znamy. Rozmowę z Sentinelczykiem próbowałem napisać pod koniec stycznia, ale tekst się nie kleił i dałem sobie spokój choć później przychodziły mi różne pomysły do głowy, różne elementy tej układanki.
W marcu odczułem zdenerwowanie, pewnego rodzaju „gorączkę”. 7 marca w sobotę w jeden dzień napisałem większość tekstu, który potem w następnych dniach doszlifowałem.
Najciekawsze jest jednak to, że już po napisaniu tekstu – to znaczy 12 marca w pracy ktoś powiedział: „Tom Hanks ma koronawirusa”. Wystarczyło wpleść to wydarzenie w treść, by tekst uzyskał jeszcze bardziej zaskakujące znaczenie, by stał się dziennikiem pandemii.
Treść z soboty, 14 marca napisałem tego właśnie dnia. Opisałem tu własne doświadczenia tego jak rano byłem po zakupy w Chorzowie.
Pomimo tego, że tekst kończy się w minorowych nastrojach to zakończenie jest optymistyczne. Wszystkie trzy typy antagonizmów zostały rozwiązane: w wewnętrznym Caroline przestaje się bać oceanu, chce pokonać strach przed pływaniem; w interpersonalnym uwalnia się spod władzy szefa i pragnienia robienia kariery; a choć konflikt środowiskowy – którym jest rozwój pandemii – trwa to moja bohaterka zdaje już sobie sprawę z tego, czemu on służy i idzie w tę stronę, w stronę przemiany, nawraca się, pomimo tego że otaczająca rzeczywistość jest niepokojąca ona zdecydowała się zaufać Jezusowi.
Jednym zdaniem: „Czas pandemii” jest tekstem, który napisałem „jednego dnia”, a jednocześnie który pisałem przez 19 lat, a i tak w ostatniej chwili życie dopisało do niego swoje pięć minut tworząc z fikcyjnej opowieści dziennik opisujący autentyczne zdarzenia w czasie rzeczywistym.
Lecz to jeszcze nie koniec tej wcale nie krótkiej historii. Do tej pory pisząc ten tekst myślałem, że będzie to dziwne opowiadanie składające się głównie z rozmów. Jednak szukając czegoś trafiłem na ogłoszenie o konkursie na sztukę teatralną o pandemii. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że to właśnie nieświadomie napisałem. Sztuka miała mieć najwyżej jeden akt, trzy postacie i trwać do czterdziestu minut. By spełnić to ostatnie wymaganie musiałem skrócić mocno tekst. Pozostał jednak jeden problem: konkurs był na Węgrzech.
Kilka dni zajęło mi przyzwyczajenie się do tego szalonego pomysłu: przecież mam znajomego Węgra, może przetłumaczyć mi tę sztukę. Poprosiłem go, a on polecił mi kogoś innego i udało się – sztuka poszła w świat, a dokładniej na łódź przycumowaną w Budapeszcie gdzie znajduje się Pierwszy Teatr Pandemiczny.
Po tym wszystkim zająłem się innymi pomysłami, ale tak jakoś nie wiadomo kiedy i jak powstała ta strona i w końcu w Zesłanie Ducha Świętego ta filmowa wersja scenariusza.
