Droga Małgorzato

Z pewnością napiszę i wyślę mój tekst. Już się zastanawiałem który. W tej chwili mam jednak troszkę pilną sprawę. Otóż nawiązałem korespondencję z Richardem Langiem - uczniem Douglasa Hardinga. Richard chciałby zrobić jednodniowe warsztaty w Polsce. To są bardzo ciekawe medoty prostego wglądu w samego siebie. Wedle mnie jest to szalenie bliskie duchowi zen. Jestem ciekaw czy byłoby jakieś zainteresowanie w Polsce jego warsztatami? Czy metody Hardinga są znane u nas? Byłbym wdzięczny gdybyś popytała o to swoich przyjaciół. Myślę, że można by zorganizawać bardzo ciekawą sprawę. Niestety musi się znaleźć tylu chętnych, by zapłacić za przelot Richarda samolotem. Przede wszystkim jednak trzeba by zacząć od stworzenia polskiej wersji jego strony internetowej http://www.headless.org

Co Ty na to? Pozdrawiam serdecznie i proszę o jeszcze trochę cierpliwości:) Mariusz


Przepraszam że tak długo nie dawałam odpowiedzi, ale byłam bardzo zajęta, w kwesti tej o którą mnie pytałeś nikt za bardzo nie orientuje się co to za facet. Ja osobiście po wielu doświadczeniach jestem bardzo sceptycznie nastawiono do różnych form medytacyjnych i treningów wglądu. Ufam jedynie treningowi Zen i to tylko pod okiem mojej Roshi. Z róznorakich doświadczeń wyniesionych z polskiej "sceny życia duchowego " przez którą przewijają się różni z reguły bardzo nie odpowiedzialni ludzi mam bardzo ograniczone zaufanie (bliskie zeru) do różnorakich pomysłów na duchowość. Poprostu wiem że to się nie sprawdza.

Pozdrawiam Gosia!
Czekam na twoje prace!

Trzymaj się ciepło!


Cześć Małgosiu

Z jednej strony muszę przyznać Ci rację. Najlepiej oprzeć się na tradycji. Zen na pewno doprowadził wielu ludzi do przebudzenia, a taki Harding - któż to wie? Z drugiej jednak strony jestem pełen podziwu dla tych, którzy mają odwagę spojrzeć oświeconym okiem (co do tego w przypadku Hardinga nie mam wątpliwości) na świat i szukać drogi wyprowadzenia ludzi z ciemności, z cierpienia, z błednego rozumienia samych siebie.

Hm? Ciekaw jestem czy zgodzisz się ze mną. Rzecz w tym, że skuteczne metody na przebudzenie pochodzą tylko ze Wschodu. Nasza kultura nie stworzyła takich metod. Czemu? Zresztą mniejsza z tym pytaniem. Postawmy ciekawsze. Czemu świat Zachodni nie miałby stworzyć teraz takiej metody? Odmiennej od tych Wschodnich... Czyż to nasilenie się zainteresowania duchowością jakie właśnie przeżywany nie powinno zrodzić takiego owocu?

Harding mówi o byciu pierwszą osobą liczby pojedyńczej lub trzecią osobą liczby pojedyńczej. Wiele się mówi w Zenie i innych metodach o "ja" i "nie ja", o "jaźni" itp. Ujęcie Hardinga jest jednak wedle mnie bardzo odkrywcze. Wkracza w język. W obszar, który jest ignorowany przez wszystkich ludzi - tych nieprzebudzonych i tych przebudzony, a przecież język jest kwintesencją człowieczeństwa! Jest podstawą bez której nie bylibyśmy sobą! Człowiek, który nie zna języka wydaje się być nie człowiekiem tylko zwierzątkiem do człowieka podobnym (przeczytaj "Historię mojego życia" Hellen Keller - ociemniałej i głuchej dziewczynki).

Warszatów Richarda Langa nie można porównać do stałej praktyki przy boku mistrza. Te metody udawadniają tylko, że można spojrzeć na siebie i świat inaczej. Po tym jednym, jednodniowym spotkaniu możesz zrobić co chcesz: żałować wydanych niepotrzebnie pieniędzy albo spróbować życia bez głowy, spróbować żyć w świecie w trzeciej osobie liczny pojedyńczej, a wewnątrz siebie w pierwszej osobie liczby pojedyńczej. Brzmi to może skomplikowanie, ale tak naprawdę jest to szalenie proste. Zen ze swoimi irracjonalnymi pytaniami (koanami) uczy tej samej nielogicznej logiki. Nasza wewnętrzna rzeczywistość bowiem nie jest logiczna! Jest więź pomiędzy prawdziwą Tobą (tym kim jesteś w istocie), a osobą, którą dla świata wydajesz się być. Ta więź jest irracjonalna! To nie jest ja=ja. Większość duchowych praktyk sprowadza sie do tego by ten logiczy umysł wyciszyć i by wreszcie ta prosta prawda do nas dotarła. Wtedy wystarcza jedna jedyna chwila i przychodzi oświecenie. "Ja" nie jest równe "Ja". Potem nie ten ludzki, ale ten najlepszy Mistrz, mistrz którego mamy w sobie nas poprowadzi dalej.

Uf. Trochę mnie porwało, ale ostatnio jest we mnie prawdziwy huragan. Dzieją się rzeczy niesamowite. Postaram wysłać Ci ten obiecany tekst jeszcze w tym tygodniu.

Zrobiłem stronę informującą o warsztatach Langa. www.kim-jestem.prv.pl Czy mogę wykorzystać naszą korespodencję by ją trochę ożywić? Jeśli nie dostanę stanowczego sprzeciwu na pewno to zrobię:)

Serdecznie Ci dziękuję za list. Wszystkim życzyłbym takiego rozsądnego podejścia do życia duchowego. Zaglądałem już do różnych grup praktykujących - zenowców, tybetańczyków, szambalowców, joginów, czi-kungowców, duchaczy, neonków... I wiesz co Ci powiem? Nie metody się liczą, tylko ludzie, liczy się tylko człowiek. Wierzę w to, że człowiek ma przed sobą przyszłość. Mam nadzieję, że człowiek nie zaprzepaści tej szansy i przyszłość ta się ziści. A przyszłością tą jest wedle mnie Miłość.

Pokój z Tobą!
Mariusz