Są to pasjonujące historie życia okaleczonego neurologicznie. Jednym z twórców tego gatunku literackiego jest Oliver Sacks - brytyjski neurolog i psychiatra. W swoich książkach opisuje przypadki, jakie zdarzyć się mogą każdemu, bo przecież złamać nogę może każdy ("Stanąć na nogi") i takie, które dotyczą tylko ludzi dotkniętych żadkimi schorzeniami ("O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem").
IKsiążka "Stanąć na nogi" uświadomiła mi jedną, szalenie prostą, ale niezwykle ważną rzecz: istnienie i znaczenie wewnętrznego zmysłu - propriocepcji. Cała nasza egzystencja jest oparta na tym, że czujemy siebie - czujemy swoje ręce, nogi, głowę... Każda część ciała stwarza w naszym umyśle swój obraz, na który świadomie żadko zwracamy uwagę, lecz z którym nieświadomie mamy kontakt w każdej chwili, nawet podczas snu. Gdyby tak nie było, nasze życie zmieniłoby się w koszmar.
Gdy zatem jesteśmy zdrowi, organizm nasz działa sprawnie i naszą uwagę zaprzątują sprawy zupełnie zewnętrzne. Gdy jednak na przykład w przypadku złamania nogi, na skutek porażenia nerwu owa kończyna nie może przesyłać informacji o sobie do umysłu, nie tylko zatracamy jej wewnętrzny obraz, ale także na mapie naszego umysłu ginie miejsce w którym ta kończyna powinna być! Chory w takim przypadku nieżadko podejżewa, iż popadł w obłęd - to, co widzi przeczy temu, co czuje. Taki jest główny wątek opowieści "Stanąć na nogi" w której Sacks opisuje swoje własne przeżycia jako pacjęta i doktora zarazem. Książka ta jest zupełnie niezwykłym i szalenie głębokim spojrzeniem na naturę, na człowieka - na jego egzystencję fizyczną i duchową. Dla mnie to jedna z najważniejszych, najbardziej wartościowych książek jakie miałem przyjemność czytać.
IIW dalszej części tego felietonu chciałbym pozwolić sobie na pewną parafrazę tego tematu. Idąc więc dalej w tych neurologicznych rozważaniach mam ochotę zapytać o jedno. Otóż jak zwykło się mówić: człowiek to nie tylko ciało, ale także i dusza - Bóg mieszkający w nim. Co dzieje się wtedy, gdy na skutek "połamania życiowego" tracimy obraz duszy? Wydaje się, że zdarza się to w naszych czasach każdemu z nas. Czy analogicznie razem z zagubieniem duszy "ginie" też miejsce w którym powinna ona być? Często ten stan nazywany uczuciem "wewnętrzenj pustki", która potrafi nas pchąć do alkoholizmu czy samobójstwa. Rehabilitacją pacjęta z "zagubioną" kończyną zajmują fizjoterapeuci, a jest to żmudny proces. Jak jednak przywócić w nas wewnętrzne poczucie duszy?
Podstawowy problem leży w tym, iż w dzisiejszym stechnicyzowanym, odduchowionym świecie traktujemy duszą jako przenośnię, wyobrażenie, w najlepszym razie jako uczucie. Tymczasem dusza mimo że ukryta wewnątrz nas i nienamacalna jest najzupełniej realna. Gdyby udało się nam nawiązać z nią ponowny kontakt czuciowy być może doświadczylibyśmy wszechogarniającej bożej miłości. I im bardziej utożsamialibyśmy się z duszą, tym mniejsze znaczenie miałyby dla nas treści życia, te które nas dotyczyły dotąd i które dotyczą innych. Wznieślibyśmy się jakby ponad te dotąd całkowicie zaprzątające naszą uwagę treści. Ujrzelibyśmy jak zlewają się w jeden płynący w nieznaną dal strumień. I ogarnełoby nas współczucie dla wszystkich cierpiących istot.
Podejrzewam, że dla mistyków - Wschodu i Zachodu, legendarnych i współczesnych - proces odnalezienia duszy był czymś realnym i tajemniczym zarazem, na poły neurologicznym i teologicznym. Z pewnością ich żywa wiara nie wypływała z tego, że stworzyli w sobie jakieś wyobrażenie. Ich wewnętrzny obraz duszy to nie wyobrażenie (martwe malowidło myśli), ale obraz Boga żywego, żyjącego w nich. Ośmielam się więc stwierdzić, iż ich "rozmowa z Bogiem", ich codzienne przebywanie w Absolucie było kontaktem nie intelektualnym, a przynajmniej nie tylko intelektualnym, ale właśnie przede wszystkim proprioceptywnym. Jeśli więc należymy do ludzi, którzy poszukują w życiu czegoś więcej niż tylko materialnej i egoistycznej satysfakcji, jeśli chcemy pogłębiać swoje życie duchowe to właśnie zmysł wewnętrzny, czucie proprioceptywne należy nam kształcić, podobnie jak malarz kształci swoje oko, a muzyk - swój słuch. Człowiek prawdziwie uduchowiony to "artysta proprioceptywny".
Dusza jest "harmoniczna", - pisze Sacks w książce "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" - obojętne jaki jest czyjś iloraz inteligencji. Dla niektórych ludzi, na przykład fizyków i matematyków, poczucie harmonii jest, być może, głównie intelektualne, rozumowe. A jednak nie znam rozumowego, które nie jest, w pewien sposób, także zmysłowe, poznawalne zmysłami (ang. sensible) - już samo słowo "zmysł" ma zawsze i podwójną konotację (ang. sense - zmysł, rozsądek, rozum, sens). Zmysłowe, a także w pewnym sensie "osobiste", ponieważ nie można czuć niczego, nie można uważać niczego za "poznawalne zmysłami", jeśli to w jakiś sposób nie odnosi się do nas, nie jest z nami związane albo czego nie jesteśmy w stanie do siebie odnieść.
IIIBóg jest matematycznym idiotą. Zupełnie tak, jak upośledzeni umysłowo Bliźniacy opisywani przez Sacksa w "Mężczyźnie...", niepotrafiący dodać dwa plus dwa, a posługujący się i wzruszający się harmonią kilkunastocyfrowych liczb pierwszych. Tak też Bóg niepotrafiąc dodać denara do denara posługuje się Doskonałością. Dusza tkwiąca w każdym z nas to właśnie drzwi do Boga, do tejże Doskonałości. Jeśli żyjemy z otwartymi drzwiami naszej duszy ta Doskonałość przenika do naszego życia i przemienia je, przemienia nas samych i innych ludzi. Jeśli zapominamy o duszy, tracimy w swym umyśle także miejsce w którym powinna ona być i wydaje się nam, że nigdy jej nie mieliśmy. Wtedy Doskonałość, a więc i sam Bóg pozostaje za zamkniętymi drzwiami, a nam zostaje szara niedoskonałość, przypadkowość, normalność naszej żałosnej, ludzkiej egzystencji.
"Ratuj duszę swoją" - zawsze porusza mnie to wezwanie tak często spotykane na krzyżach misyjnych, jakie można spotkać pod wieloma kościołami. Jeszcze bardziej jednak porusza mnie to, że są ludzie dla których jest to prawda konkretna, nie tzw. "religijna" - często pompatyczna i oderwana od życia, ale wręcz "neurologiczna" i że ludzie ci uważają, iż nie ma rzeczy nad to ważniejszej.