Przepraszam. Chciałbym zabrać głos w sprawie kryzysu wiary. Nie będzie to jednak wielkopostne kazanie. Historia ta mogłaby się zdarzyć każdemu. Wnioski też nie jeden mógłby wysnuć takie same...
Wszystko zaczęło się od codziennego rytuału. Obudziłem się i ledwo przytomny włączyłem radio. Usłyszałem horoskop na ten dzień - 1 marca. Bardzo przekonujący głos ostrzegał skorpiony, że tego dnia mogą o czymś zapomnieć, że będą trochę rozkojarzone. Na sprawdzenie tej przepowiedni nie musiałem długo czekać.
O godzinie 7.20, gdy spokojnie jechałem sobie w stronę miejsca pracy w tramwaju nagle... kontrola biletów. Jako człowiek bezgranicznie naiwny wyciągnąłem bilet miesięczny i pokazałem go.
- Ale to bilet na luty, a jest marzec - usłyszałem.
Faktycznie od siedmiu godzin i dwudziestu minut był już marzec. Zacząłem więc spokojnie przypominać panu "Kanarowi", że jest niepisana umowa pozwalająca jeszcze przez te parę dni nowego miesiąca jeździć na starym bilecie. Facet był jednak nieugięty. Poprosił mnie o dowód tożsamości. Jako człowiek bezgranicznie naiwny i do tego nie w pełni jeszcze przytomny pomyślałem, że sprawdzi imię i nazwisko na bilecie i pozwoli mi jechać dalej. Byłem jednak w podstawowym błędzie. Kontroler chciał wypisać mi karę.
Gdy wysiedliśmy z tramwaju uderzyłem w ton mocniejszy. Zacząłem odwoływać się do uczciwości. Jak już powiedziałem, jako człowiek bezgranicznie naiwny myślałem, że wystarczy jeśli pokażę, iż jestem człowiekiem uczciwym, że co miesiąc kupuję bilet miesięczny. Gdzie tam. Nie było szans. Gość był jak automat, jak - rzekłbym - kasownik. Jakaś klapka mu zapadła, przewróciła się kartka w kalendarzu, który miał w głowie i koniec. Dopiero gdy wręczał mi wypisany kwitek zaiskrzyło w nim coś ludzkiego. Powiedział, że jeśli jeszcze dziś kupię ten bilet i do trzech dni odwołam się kara zostanie anulowana. Pewnie był dumny z siebie, że okazał mi tyle ludzkich uczuć.
Wściekły byłem przez cały dzień. W pracy usłyszałem mnóstwo dobrych rad.
- Olej to. Za pięć lat, gdy przyjdzie ci wezwanie te pieniądze nie będą nic warte. Mnie przyszło wezwanie i potargałam je.
Po południu wygoniłem żonę z domu by się z nią niepotrzebnie nie pokłócić, otworzyłem butelkę wina kupionego "na okazję" i leczyłem zszarpane - także i z innych powodów - nerwy. Mógłbym to tak zostawić, nie przejmować się. Tak robi pewnie większość. Coś jednak mnie gryzło, coś nie dawało mi spokoju. Ja po prostu uważałem się za niewinnego, za skrzywdzonego. Teoretycznie - przyznaję - nie byłem w prawie. Jechałem bez ważnego biletu. Ale przecież jestem człowiekiem! Człowiek różni się tym od maszyny, od takiego ot choćby komputera, że popełnia błędy i to nie z powodu złego zaprogramowania, ale dlatego, iż z natury jest niedokładny.
Z drugiej jednak strony na swój sposób rozumiem racje tych kontrolerów. Jako człowiek bezgranicznie naiwny do tej pory myślałem, że praca ich polega na tym, by odstraszać ludzi przed "jazdą na gapę". Jednak nic bardziej mylącego. Tak naprawdę oczekuje się od nich tego, by ściągali oni jakieś pieniądze poza tymi, które ludzie wydają na bilety jednorazowe i miesięczne. Od kogo więc ściągają te pieniądze? Gdy jedzie bez biletu pijany nie skasują go, no bo pijany będzie się awanturować. Gdy jedzie świr nie skasują, bo świr. Gdy jedzie małolat - nie, no bo nie ma legitki. Gdy jedzie kobieta z wózkiem - nie, no bo kobita i to z dzieckiem. Kogo więc skasować? Tak! Uczciwego człowieka, który zapomniał kupić miesięcznego!
Powiecie: twoja wina, czemu nie kupiłeś tego biletu wcześniej? Powodów może być wiele. W tym przypadku było tak, że pensję ostatniego dostałem niepełną i na bilet mi zabrakło, a po drugie... zapomniałem.
Historia ta ma jednak jeszcze ciąg dalszy. Postanowiłem pójść za radą kontrolera i odwołać się. Po pierwsze okazało się, że będą musiał urwać się wcześniej z pracy. Po drugie, że będę musiał uiścić jakąś(?) opłatę manipulacyjną. Zatem z wywalonym językiem wpadłem do działu windykacji na Wita Stwosza w Katowicach. Niepotrzebnie się jednak tak śpieszyłem. Najwyraźniej lokal był otwarty do ostatniego klienta, a tychże nie brakowało. Tu wszystko odbyło się bez zbędnych słów. Pokazałem kwitek, nowy bilet na marzec i stary bilet za luty. Pani kazała mi zapłacić dziesięć złotych. Coś wspomniała o tym, że następnym razem będzie płatne dwadzieścia. Kolega, który obok mnie znajdował się w podobnej sytuacji spytał czy do końca życia?
- Co do końca życia? - zapytała pani. To zależy czy taryfa się zmieni - odpowiedziała.
Koledze najwyraźniej jednak chodziło o to, czy do końca swego życia będzie notowany jako nieuczciwy pasażer KZK GOP Katowice? Taki jest bowiem los ludzi uczciwych, których jedyną winą jest roztargnienie: są notowani - w przeciwieństwie do ludzi, którzy nigdy nawet nie otarli się o uczciwość.Miało być o kryzysie wiary - napisałem na wstępie. Tak, straciłem wiarę, a przynajmniej bardzo ją nadszarpnąłem. Wiarę w uczciwość, wiarę w ludzi, wiarę w jakąś elementarną dobroć. Jacy się staniemy, gdy będziemy postępować tak, jak tu przedstawiłem? Chyba nie bardziej uczciwi. Już prędzej przeciwnie. Uczciwość bowiem jest luksusem na którego dziś nikogo nie stać. Nie tylko tramwaje są niedofinansowane - wszyscy jesteśmy niedofinansowani. Bieda zagląda nam w oczy. Bezrobocie przerażająco wzrasta. Bez wątpienia będzie coraz gorzej.
Narasta więc we mnie obawa, staje przede mną pytanie do czego nas to zaprowadzi? Czy staniemy się tacy nieludzcy? Czy staniemy się automatami? Żebracy i kwestujący na ulicach nie robią już na nas żadnego wrażenia. A ludzi, którzy będą od nas chcieli wyciągnąć pieniądze - w majestacie prawa lub nie - będzie coraz więcej. Pewnie więc staniemy się bardziej odporni, bardziej ostrożni. Pewnie powoli będziemy zatracać takie ludzkie cechy jak roztargnienie, naiwność, wiarę...
Niby nic. Takie zwykłe zdarzenie, które mogło się przydarzyć każdemu, a zgasiło we mnie wiarę w przyszłość. Wzbudziło we mnie wściekłość, a potem napełniło mnie smutkiem. Nie wiem czy mnie rozumiecie? Zmienił się pewien obyczaj. Kiedyś ważniejsza była uczciwość, niż sucha litera prawa. Teraz uczciwość jest coraz mniej warta. Teraz skubie się tych nielicznych, którzy jeszcze naiwnie wierzą w ludzką uczciwość.
Mariusz Kwiatkowski
Chorzów 2.03.2001