„Sekta” Księdza Proboszcza

1 Kor 12,3b

Tak — żartobliwie, a nie złośliwie — można określić naszą wspólnotę neokatechumenalną, która od półtora roku istnieje w Jadwidze. Neokatechumenat jest próbą powrotu do początku Chrześcijaństwa. Rzec można jest to „Kościół amatorski”, bo czytane Słowo boże komentują tu nie osoby mające za sobą studia z teologii, ale ludzie zwykli — prości i słabi. I rzeczywiście jesteśmy zbiorem ludzi podobnych do tych, którymi dwa tysiące lat temu otoczył się Jezus. Są wśród nas osoby już mocno doświadczone przez życie i wciąż doświadczane, są mający problemy z sobą i problemy ze swoją rodziną. Ogólnie mówiąc chyba niewielu wśród nas jest sprawiedliwych. Zdecydowanie przeważają grzesznicy, stąd też nie raz Ksiądz Proboszcz grzmi na nas swym gromkim głosem.

Ów powrót do początku Chrześcijaństwa wyraża się na wiele sposobów. Jednym z najpiękniejszych jest ten, że chleb eucharystyczny pieczemy tak, jak pierwsze wspólnoty chrześcijan sami, w naszych domach — zwykle pełni prozaicznych obaw przed zrobieniem się zakalca. Też w domach, w kilkuosobowych grupach wcześniej przygotowujemy komentarze do czytań. Nierzadko właśnie wtedy Słowo boże zapada w nas najgłębiej. Inspirujemy się wzajemnie naszymi przemyśleniami, chociaż zdarzają się też gorące dyskusje na temat wyboru fragmentu Pisma do czytania lub jego interpretacji. Na końcu każdego takiego spotkania miłą atmosferę wprowadza agapa — „chrześcijańska uczta miłości” praktykowana przez pierwsze wspólnoty — czas spędzony na pogawędkach i jedzeniu słodyczy.
Podstawą jest czytanie Pisma i jego odniesienie do swojego życia. Przyznam, że z początku irytowało mnie czytanie jakichś niezrozumiałych historii z dziejów Żydów. Dopiero z czasem zrozumiałem, iż Biblia jest dla Chrześcijanina tym, co Tewie Mleczarz ze Skrzypka na dachu dumnie zwał „Tradycja”. Stary i Nowy Testament mogą być czymś żywym, namacalnym, praktycznym, mogą być mapą życia, służącą do odnalezienia szlaku dla nas samych. Pismo Święte nie tylko dla członka jakiejś sekty, ale także dla katolika może być jego „instrukcją obsługi” — pomocą we wszystkich trudnych chwilach.
Najważniejszym momentem w życiu neokatechumenalnym jest oczywiście liturgia eucharystyczna. Odbywa się raz w tygodniu w sobotę wieczorem znów na wzór pierwszych wspólnot, które modliły się przez całą noc z soboty na niedzielę. Jest odprawiana w salce przy probostwie i różni się nieco od tej w kościele na przykład tym, że komunię świętą przyjmuje się pod dwoma postaciami. Dzięki temu zdarza się czasem rzecz niezwykła. Nie raz bowiem Proboszcz nie mogąc odprawić nabożeństwa prosi o to innego księdza, który tych odmienności nie zna. Wtedy ów prezbiter podczas celebrowania musi szukać kompromisu pomiędzy tym, czego uczono go przez lata w seminarium, a tymi realiami, w których nagle się znalazł. W rezultacie okazuje się, że liturgia może być czymś nieszablonowym, a odprawiający ją, nieco zagubiony ksiądz może wydać się bardziej „ludzki”. Zapewne podobnie wyglądały nabożeństwa u zarania Chrześcijaństwa.
Neokatechumenat to ciężki kawałek Bożego Chleba. „Ciężki”, gdyż wymaga poświęcenia mnóstwa czasu i wysiłku. Spotkania odbywają się co najmniej dwa razy w tygodniu — często kosztem odpoczynku czy korzystania z rozrywek — a Droga trwa wiele lat. Jednakże „ciężki” oznacza też, że jest to kawałek sycący. Jest to konkretna praca duchowa, która po latach musi przynieść rezultaty. Na ogół bowiem wszyscy jesteśmy w stanie przez lata studiować jakąś wiedzę naukową, by zdobyć wykształcenie lub jesteśmy skłonni codziennie poświęcać czas na rozwijanie jakichś prozaicznych pasji, jeśli jednak chodzi o duchowość, zwykle nie robimy nic. Bardziej interesują nas losy serialowych bohaterów niż szukanie sensu naszego własnego życia. Gorączkowo próbujemy odpowiedzieć na pytania postawione w teleturnieju, a zupełnie nie interesuje nas znalezienie odpowiedzi do pytań dla nas samych najważniejszych — tych dotyczących naszej tożsamości, naszej przyszłości, dotyczących Boga.
Na zakończenie dodam, że nasza preneokatechumenalna grupa jest już zamknięta. Oznacza to, iż żaden ciekawski nie może przyjść popatrzeć sobie jak to wszystko w rzeczywistości wygląda. Dlatego jeśli usłyszysz o rekolekcjach neokatechumenalnych to warto się na nie wybrać i nie zrażać się wrażeniem „amatorstwa”, jakie one budzą. Z pewnością są bardziej efektowne i efektywne sposoby mówienia „Jezus jest Panem”, to też neokatechumenat nie wszystkim ma prawo odpowiadać. Nie każdy przecież musi czuć w sobie chęć do pieszej, niezmordowanej wędrówki starożytnym traktem w towarzystwie Ducha Świętego. Warto jednak wiedzieć, że w chrześcijańskiej różnorodności jest i taka Droga, na której początku my, jadwiżańskie neonki jesteśmy.

19.05.2002 — Zesłanie Ducha Świętego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *